wtorek, 7 grudnia 2010

Idzie kominiarz po drabinie......

..... oj!!! on naprawde idzie.............


stalam "za firanka" i podziwialam.... jednym okiem ....jego wyczyny na dachu sasiadow.
Dlaczego jednym okiem ? - byc moze ktos pomysli, ze drugie bylo zajete fotografowaniem..... ale to tylko kawalek prawdy. Ta najprawdziwsza prawda to fakt, ze ja mam taka malenka przypadlosc, ktora nazywa sie lek wysokosci ....................i takie scenki, gdy ktos biega po dachach bez zabezpieczenia wywoluja u mnie dosc mieszane uczucia. Strach i podziw, przerazenie i zachwyt......   nie moge wiec  zamknac obu oczu, bo bym poprostu nic nie widziala!!!
A kominiarz byl taki przystojny ..... i taki prawdziwy, chociaz nie mial kapelusza i byl..... czysty.
Widok kominiarza na naszym osiedlu przez kilkanasie lat nalezal do rzadkosci. Bo fachowcow, ktorzy pojawiali sie regularnie co drugi rok trudno nazwac kominiarzami - ja nazywalam ich prosto i krotko "wentylatorami" - czyscili bowiem kanaly wentylacyjne, gdyz wiekszosc domow na naszym osiedlu nie miala kominow. Domki ogrzewane byly energia elektryczna. Czysto, nie smierdzaco i tanio. Az przyszedl kryzys i energia elektryczna zaczela drozec z dnia na dzien. Przerazeni ludziska zaczeli szukac alternatywnych mozliwosci ogrzewania i jak grzyby po deszczu zaczely sie pokazywac kominy. Dla obnizenia kosztow zaczeli palic drewnem - bo u nas lasow od chu... chu...
My nie uleglismy psychozie mas i nadal ogrzewamy dom energia elektyczna (droga, bo droga - ale i tak tansza niz w Polsce) a jedyny "ogien otwarty" w naszym domu to swiece , ot np takie na 2-ga niedziele adwentu


Kominiarza ogladam na odleglosc (i tak na wszelki wypadek trzymam sie za guzik) i ciesze sie ze pojawia sie  raz w roku. Bo on nie tylko czysci kominy ..... ale kontroluje rowniez czy sa zainstalowane filtry, ktore  sprawiaja, ze na osiedlu nadal nie smierdzi dymem!!!  - i ja nadal moge oddychac moja pelna - choc alergiczna - piersia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz