środa, 9 września 2009

Zyciowy nawigator........

Mala rzecz ........ a cieszy !!!! Dzisiaj przyszla paczka z zamowionym przed kilkama dnia malym ustrojstwem, ktore wedlug reklamy ma zapewnic mi bezpieczniejsze zycie.
Ma byc moim nowym aniolem strozem i czuwac nad tym - abym zawsze wracala do punktu wyjsciowego.
Zamawiajac to urzadzenie kierowalam sie moim silnym poczuciem wolnosci i niezaleznosci - data urodzenia 11 listopada - przeciez do czegos zobowiazuje ! Nie lubie chodzic wytyczonymi drogami, wiec zwykly GPS - ograniczal w pewnym stopniu poczucie mojej swobody.
Mam na mysli naturalnie poruszanie sie w naszych szwedzkich nieprzebytych lasach w poszukiwaniu ulubionych od dziecinstwa grzybow.
.............. chociaz???.......... tak na prawde nie mialabym nic przeciwko temu, aby wynaleziono takie ustrojstwo....... ktore od czasu do czasu umozliwialoby powrot do punktu wyjsciowego ..... szczegolnie w trudnych sytuacjach zyciowych.

wtorek, 8 września 2009

Szczodrosc natury.........

Kocham takie widoki ..............

ale...... u sasiadow. W moim wlasnym ogrodzie napawaja mnie poczuciem odpowiedzialnosci i stresu. Wychowanie w czasach, kiedy - nic co Bozia i Natura dala nie moglo sie zmarnowac pozostawilo swoje slady w mojej swiadomosci lub podswiadomosci. Ogladam te tony sliwek wiszacych na - jak narazie na jednym drzewie - i ogarnia mnie przerazenie - mam jeszcze 2 drzewa, ktore rowniez wygladaja jak kiscie winogron, ale dojrzewaja troszke pozniej.
Zapewniam, ze nawet wszyscy mieszkancy mojego osiedla nie beda w stanie przejesc tegorocznych plonow. Tradycyjnie jako wzorowa gospodyni napewno zrobie troszke !!! sliwek w occie, troszke powidel sliwkowych - bo dobre do paczkow itd. itd, Stoi to wszystko kilka lat - i potem problem - co z tym zrobic ????????? - bo ilez tego wszystkiego mozna zjesc i kiedy.
Porownalam sliwy do kisci wionogron .............. w tym roku i winogrona bardzo obrodzily !!!!

Ale te zjadamy- i ja i dzieciaki ze smakiem. Ptaki rowniez preferuja winogrona.
Szczescie, ze nasza papierowka dojrzala w okresie naszego pobytu w Lapponi. Sasiedzi i ptaki zjedli tyle ile mogli, a ......reszte, ktora opadla, zagrabilismy i wywiezlismy do lasu dla saren i losi....... one tez potrzebuja troszeczke witamin.

Zdjecie powyzej - to probka mojego nowego ogrodu - nazywam to rabatka czarodziejka, idealna z bardzo prostego powodu, nie potrzeba nic na niej robic!!!!!! Szczawik (chwast) wysiewa sie sam, sam sie pielegnuje ......... no i moim skromnym zdaniem ......wyglada malowniczo !!!!

poniedziałek, 7 września 2009

Domowe pielesze..........?


..........urlop minal i znow w domu .... jechalam z mieszanymi uczuciami - tesknota za kochanymi wnusietami byla jednak tak silna, ze dominowala nad uczuciami zalu z powodu opuszczenia raju.

Radosc z jaka powitaly nas byla tak serdeczna - ze i raj zszedl na drugi plan.

Podroz do domu odbylismy w dwoch etapach - niestety wszystkie konieczne punkty programu w procedurze zamykania sezonu sprawily, nie bylismy gotowi do wyjazdu przed godzina 15.00!! - a do przejechania przeciez az 1000 km. (Droga do raju to tylko 1000 km)
Upajalismy sie natomiast pieknymi widokami - kocham zachody slonca i podziwiam ich kolorystyke !!!


Nocowalismy w innych gorach - takich, ktore bardziej przypominaja te nasze Polskie gory !!!


Sa bardziej skomasowane, nie ma takich wielkich jezior i rzek, tylko malownicze potoki gorskie, a i komersja bardziej polska - caly ten region to osrodki sportow alpejskich, nastawione na turystow i mamon - ale tylko 4 miesiace w roku.
Jesien natomiast jest rownie piekna jak i w moim raju!.

Nie udalo nam sie tym razem zobaczyc dzikich zwierzat - jedynego niedzwiedzia "spotkalismy" w Sveg :
Värmlandia powitala nas piekna pogoda i sloneczkiem - po podobno - ulewnych deszczach (widac to bylo po drodze - wielkie rozlewiska i podtopione domki). Niestety takie warunki klimatyczne sprawiaja, ze moj ogrod wyglada jak dzungla - wiec doprowadzenie go do stanu "normalnego" bedzie kosztowalo troche sily i czasu !!!! - wiec kiedy znajde czas na grzyby ?????-ktorych jest podobno w lasach zatrzesienie.

piątek, 4 września 2009

Gdzie chlop nie nadaza ....... tam diabel babe posyla

Ostatni - ( lub jesli ktos woli - przedostatni) dzien naszego pobytu w Lapponi w tym roku!!!!!!
Jutro rano wyjezdzamy do domu - do moich kochanych wnusiatek!!!!!- no i naturalnie do dzieci tez. Nastepny pobyt planujemy dopiero na Wielkanoc. Wiec jest troche czynnosci, ktore sa niezbedne do wykonania - wyciaganie lodzi, oproznienie spizarni, wypompowanie wody z wszelkich kranow, rur i bojlerow itd, itd. Dochodzi do tego jeszcze pakowanie wszystkich bambetli, ktore wozi sie tam i z powrotem ............... i po jakiego diabla ?????????
Tradycja stalo sie rowniez, ze w ostatni dzien przed wyjazdem wedzimy ryby, ktore zabieramy do domu i rozdajemy wsrod rodzinki i przyjaciol. Rozumiecie sami, ze jest to troszeczke stresujace.
Staramy sie pracowac bardzo systematycznie, pomagac sobie nawzajem ............. i absolutnie nie przeszkadac w wykonywanych czynnosciach. Wiec gdy Sven-Olof zajety byl meskimi sprawami - czyli silnikiem do lodzi - pobieglam aby narabac troszke drewna do wedzarki. Efekt .......... nie najciekawszy ........ kawalek odskoczyl i strzelil mi w oko. Niewielki uszczerbek na zdrowiu ... ale troche boli - moze inaczej - irytuje. Dobrze, ze mamy taka wspaniala opieke - dzieki Darek! - posmarowane mascia i czekam az mi bedzie lepiej. Siedze i pisze bloga - a Sven-Olof radzi sobie sam!!! - no ale tylko mala chwileczke, zaraz bede wyjmowac ostatnia partie swiezo uwedzonych ryb - zapach rozlega sie na cala okolice - mjam !!!!
Wieczorkiem - naturalnie po wizycie w saunie - sprobujemy tych pysznosci - popijajac dobrym winkiem. A potem ....................... poogladamy niebo - moze uda sie zobaczyc pierwsza zorze, a jak nie zorze to moze naszego slawetnego szwedzkiego astronaute, ktory spaceruje sobie w kosmosie. Jesli nie uda sie zobaczyc tych wielkich atrakcji - to zadowle sie widokiem gwiezdzistego nieba i pieknym ksiezycem.


czwartek, 3 września 2009

Po burzy...............

Po calodniowym sztormie ......pokazalo sie sloneczko i zaszlo :





































środa, 2 września 2009

Prawa przyrody..................

Siedze w moim domku i spogladam przez okno na zatoke. Widok bardzo ladny, ale niezbyt zachecajacy do opuszczenia cieplego, przytulnego pomieszczenia. Dochodza do tego odglosy szalejacego na zewnatrz sztormu. Wczoraj wieczorem zaplanowalismy dzisiejszy dzien dosc szczegolowo. Mielismy go rozpoczac od wyciagniecia zastawionych sieci, nastepnie czyszczenie ewentualnych ryb i dalsze czynnosci z przygotowaniem posiadlosci na zime- wyciagniecie lodzi z jeziora, zabezpiczenie jej - itd, itd. Siedzimy - podziwiamy widoki i czekamy az prawa przyrody pozwola nam realizacje tych dokladnych planow.


Rzeczywistosc i nasze zycie nie zawsze przebiega zgodnie z naszmi planami. Czasami plany pozostana tylko planami a i zycie konczy sie w momencie najmniej zaplanowanym.
Wczoraj po poludniu dowiedzialam sie naglej smierci Stasia Ch. - dawnego kolegi z "klasy wyzej" - odnalezionego po wielu latach przez Nasza-klase.
Stasiu ! - ciesze sie pomimo smutku, ze udalo nam sie spotkac, ze moglismy tak po kuplowsku wymieniac w korespondencji nasze doswiadczenia, wrazenia, radosci z naszch dzieci i nasze plany. Bedzie mi Ciebie bardzo brakowalo - i Twoich madrych przemyslen.
Napewno kiedys do Ciebie napisze - i mam nadzieje, ze Ty tam w tym drugim lepszym swiecie nadal bedziesz czytal moje rozwazania i relacje z mojego zycia na tym swiecie. Spoczywaj w spokoju.

wtorek, 1 września 2009

Polskie slady w Arjeplog............

Napisalam kiedys....... gdzie nas nie ma .............. i to prawda polakow i ich slady spotykamy na calym swiecie - nawet w najbardziej odleglych i najmniejszych miejscowosciach.
4 lata temu szukalam na cmentarzu w Arjepolg grobu znajomej mi osoby. Cmentarze szwedzkie roznia sie diamertalnie od polskich i poszukiwanie grobow nie sprawia zbyt duzych trudnosci - naturalnie w mniejszych miejscowosciach! Nagle uwage moja przyciagnal prosty bialy krzyz.
Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy na krzyzu odnalazlam symbole swiadczace o polskosci i polskie nazwiska dwoch mezczyzn.
Nie bede opisywac w jaki sposob znalezli sie Oni w Szwecji a ich grob w Arjeplog - zainteresowanych odsylam do zrodel czyli internetu. Napisze jedynie , ze sa ofiarami II wojny swiatowej - informacja ta ma znaczenie - bo przeciez dzisiaj mija 70 rocznica wybuchu tej okropnej wojny.
Wczoraj wieczorkiem pojechalismy wraz z mezem na ich grob aby postawic kwiaty i zapalic znicz - uczcic w ten sposob zarowno ich pamiec , jak i miljonow Polakow pomordowanych w tej starsznej wojnie - przez oprawcow z zachodu jak i ze wschodu!!!!


Grobem tym opiekuje sie od 4 lat ..... uwazam to za moja powinnosc jako Polki.