środa, 16 listopada 2011

Juz nie mam zludzen....


...... to juz chyba czas.
Zima nadchodzi!!! 




Moja fontanne juz opanowala......

wtorek, 15 listopada 2011

Zboczylam z prostej drogi......


i zamiast prosciuko z pracy do domu pojechalam ............ na plaze






... poprostu nie moglam odmowic sobie przyjemnosci ogladania dzisiejszego zachodu slonca....






poniedziałek, 14 listopada 2011

Z pelnym brzuchem......


..... i pelna wrazen rozpoczynam nowy tydzien. Tydzien intensywnej pracy ............ i intensywnego "robienia miejsca" na nastepne "swietowania".
Za 6 tygodni!!!.... Wielkie Swieta ..... i czy chcial czy nie ..... wielkie obzarstwo. Bo Swieta bez suto zastawionego stolu.......... to nie swieta............ wg moich dziwnych norm;)

Weekendowy maraton, jak to nazwala moja synowa zakonczylismy fantastycznym obiadem .... a potem slodkosciami.
Nie moge sie optrzec i musze pokazac smakolyk, ktorym zostalismy m.innymi uraczeni.
Zupka ...... marchewkowa z pesto z orzeszkow ziemnnych


..... przypadla mi do gustu i napewno znajdzie sie w moim "kulinarnym repertuarze".

Jakie szczescie, ze "duza przedpoludniowa przerwe" miedzy przyjeciami wykorzystalismy do zaczerpniecia swiezego powietrza i proby zzrzucenia choc kilku kalorii.

Trasa wczorajszego wypadu prowadzila wdluz "naszej rzeki" czyli rzeki ktora przeplywa przez nasza miejscowosc i w poblizu naszego osiedla wpada do jeziora Wenerskiego.

Wokol tej rzeki toczymy zawsze naukowe wywody ..... czy to rzeka czy nie rzeka.
Dla mnie to nie rzeka .................... bo nie ma zrodla. Jest to niecka polodowcowa laczaca dwa jeziora .
Ale zreszta czy to wazne? ................. najwazniejsze ze jest ladnie ....... pozytecznie: bo ryby oraz fakt, ze rzeka nas......  "oswieca";)

Oto kilka fotek z wczorajszego dnia.......









Na koniec dla jasnosci: niestety nie przemaszerowalismy calego tego wypadu na nozkach .... oj nie, wiekszosc przejachalismy samochodem. Ale liczy sie kazdy kilometr, ba nawet kazdy metr!!!

niedziela, 13 listopada 2011

W przerwach miedzy przyjeciami......


Wczorajsza popoludniowa przerwe dziadostwo wraz z wnusiami spedzilo w teatrze.

Babcia i wnusiaczki w salonie teatralnym..... a dziadek w kuluarach.

Dziadkowi cos sie pomylilo.... i zamiast Krolewnie Sniezce......... robil zdjecia  wilkowi, a on przeciez z innej bajki.....


...byc moze dziadek byl bardzo glodny i bylo mu spieszno ...... na wieczorne przyjecie;)

piątek, 11 listopada 2011

Wszystkie dobre rzeczy......


.....wystepuja w trzech postaciach, albo ..... chodza trojkami.
Tak brzmi w dowolnym tlumaczeniu jedno z najbardziej znanych i czesto uzywanych szwedzkich przyslow :
alla goda ting är tre....

Ja bardzo lubie to przyslowie ..... i lubie jego "zawartosc"


Ta smakowite "trojca"  to: likier fiolkowy, likier moroszkowy i konjak poziomkowy .... wypite zgodnie z
zaleceniem i zyczeniem mojego milego czytelnika o godz. 21.00.

Obiad jak na swiateczny przystalo naturalnie skladal sie z dan .... trzech.
- losos po lapponsku
- kaczka w sosie wisniowym z dodatkami ...... (spoko, bez obaw .... kaczki-baletowki z Åmål nadal zyja i maja sie napewno dobrze!!!)
- lody prosto z lodziarki......... z bita smietana i swiezymi owocami


Dzisiejsze swietowanie to dopiero poczatek. Trzy gracje z tego samego klanu ( ja, moja szwagierka i moja synowa) obchodza swoje urodziny  11, 12 i 13 listopada!!!


czwartek, 10 listopada 2011

W oczekiwaniu .....


...... na wielkie Swieto Niepodleglosci...... poczynilam odrobinke przygotowan:

zakupilam kilka trunkow, bo takie wielkie swieto 11.11.11 nie zdarza sie kazdego roku i wymaga nalezytej oprawy. Dla milosnikow glöggu i kawy (czyt. mnie)  tegoroczna kombinacja jest wprost wymarzona....


zakupilam kilka ciuszkow .... i w prezencie oprocz znacznych rabatow obdarowana zostalam kwiatuszkiem, ktory pasuje wysimienicie do mojego zupelnie nowego koloru wlosow......


..... bardziej .... niz do tych nowozakupionych ciuszkow;))

jutro zakupie kilka losow .... bo skoro ma to byc taki bardzo szczegolny i szczesliwy dzien .... to licze na  wielka wygrana

.... a potem bede juz tylko ..... swietowac!!!

wtorek, 8 listopada 2011

Zawsze cos.....


... powiedzial diabel, kiedy zobaczyl Åmål.


To bardzo stare powiedzonko, bo podobno ukazalo sie w Åmålskiej prasie po raz pierwszy w 1846 roku, jest bardzo znane i przez pewien czas bylo sloganem, ktory mial zachecic turystow do odwiedzania tego malenkiego ale jakze ladnego miasteczka.

Dzisiejszego popoludnia z braku innych ciekawszych zajac.... wybralismy sie wlasnie tam na obiad.
Odleglosc dosc przystepna bo tylko okolo 60 km. Z Åmål pochodzila moja tesciowa, wiec laczy nas z ta miejscowoscia wiele wspomnien i sentymentow.

Åmål stal sie bardzo znany z filmu - Lukasa Moodyssona - Fucking Åmål. 
Wladze miasta, poczatkowo niezbyt zachwycone pomyslem umieszczenia akcji filmu w ich miescie, po pewnym czasie zmienily zdanie i nawet na wjezdzie do miasta ustawiono tablice z napisem : Witajcie w fucking Åmål


Tablice niestety  zniknely .... ale miasto nadal goraco zprasza turystow.

Oto kilka fotek z dzisiejszego pobytu......









.... i nawet udalo sie nam "zalapac" na balet : "Kacze jezioro"