sobota, 23 sierpnia 2014

Czas wlasny .....


mam dzisiaj!!!
Slubnego wczesna pora zawiozlam do portu


skad wraz z kumplem wyplyneli na Hornavan (221 m glebokosci) na szlachetne ryby;-))
Uczestnicza w Laponskich Mistrzostwach, ktorych kolejne etapy odbywaja sie przez cale lato.
Ciekawe czy uda sie im cos zlowic??? A jak juz ..... to duzo, aby otrzymac jakas cenna nagrode.
Tak na wszelki wypadunek, gdy rybki pogardzily jego przyneta i nie "braly" przygotowalam nagrode pocieszenia ..... moja zupe rybna, ktora cieszy sie wielka popularnoscia wsrod jedzacych;-) i jest ulubiona potrawa Slubnego.
Ale zanim zabralam sie za gary, zrobilam sobie mala wycieczke po okolicy, aby zlapac ..... Laponskie klimaty











No i prosze!!! udalo mi sie znalezc nawet .... Polskie klimaty



czwartek, 21 sierpnia 2014

Premiera kiszonego sledzia .....


ta oficjalna jest wlasnie dzisiaj.
Ja naleze do tych co "chodza wlasnymi drogami" i moja wlasna premiere zrobilam sobie juz ... 3 dni temu, kiedy podczas zakupow zobaczylam jak pracownik sklepu przygotowywal stoisko na ten "slawetny dzien" i wystawial wszystkie potrzebne produkty do "celebracji tego swieta".
Kubki slinowe zaczely intensywnie pracowac, w nosie poczulam zapach;-))) ..... choc sledzie zamkniete byly w blaszanych konserwach.
I jak zwykle .....
jak się uprę, jak się uprę każdy wie
Nie przeonaczy, nie przeonaczy nijak mnie. 
Prezes, sołtys, sekretarz, Prasa, radio, kobita.
Jak się uprę .....

Nie bede sie rozpisywac o tym "delikatesie", bo robilam to kazdego roku w sierpniu i wrzesniu, wiec Ci co ciekawi, niech poszperaja w moim blogu! Fotki tez tam sie znajda.

A jak mnie "najdzie", a to napewno, zrobie sobie jeszcze jedna "premiere", albo dwie i wtedy cynke kilka nowych fotek.

Dzisiaj jest jeszcze jedna premiera. W okolicach rozpoczyna sie bowiem "polowania czas" na niedzwiedzie.
I teraz nie wiem co mam robic .....
siedziec w domu w obawie ze w lesie napotkam jakiegos " zestresowanego pluszaczka"
czy ....
isc do lasu w nadzieji ze napotkam jakiegos .... " sympatycznego gajowego"

Z glodu napewno nie umre, bo zapasy zrobilam dosc duze i wystarcza nie tylko na kilka dni, ale na kilka miesiecy;-))


Cosik mi sie wydaje. ze jednak nalepszym rozwiazaniem "mojego dylematu" bedzie ..... kocyk i dobra ksiazka, bo pogoda tez taka jakas nie zachecajaca do wyjscia z domu.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Juz taki jestem ......


zimny dran .....
chcialoby sie zaspiewac, ale nie!!!
Draniem nigdy nie bylam i chyba nie bede.

"Timurowcem" natomiast tak!!!
Nie wiem czy to zasluga literatury, ktora karmiono nas w dziecinstwie czy to geny i cechy wyssane z mlekiem matki;-))

Kilka dni po przyjezdzie do mojego raju wybralam sie do odleglego o kilka kilometrow miejsca, w ktorym szukam pewnego mineralu, ktory wystepuje wlasnie tam.

Z daleka zobaczylam, ze w moim miejscu ktos rozbil biwak.
Ostroznie podeszlam do zaparkowanego samochodu z przyczepa i ku zdumieniu odczytalam znajome literki PL.
Ludziskow ani przy, ani w przyczepie nie bylo.
Pomyslam, ze napewno poszli "w gory".

Nastepnego i znow nastepnego dnia pojechalam w to miejsce i zastalam identyczna sytuacje. Pusto, cicho i "jakos dziwnie".
Przez glowe zaczely przelatywac dziwne mysli, a moze temu komus cos sie stalo? Moze zabladzil w gorach, moze niedzwiedz go lub ja zjadl, moze potrzebuje pomocy na "odludziu", itd, itd.

W dosc widocznym miejscu polozylam kamien, odwrocilam stojaca tam butelke z plynem do zmywania i cyknelam fotke dla udokumentowania.

Kiedy nastepego dnia znow tam przybylam, z radoscia stwierdzilam, ze ten ktos kto tam biwakowal, zostawil widoczne slady "zycia".
Wielki kamien spadl mi z serca, ale w jego miesce szybko posypaly sie male kamyczki.
Oj .... 30 km do sklepu i skoro samochod stoi w stanie "nienaruszonym" przez caly tydzien, to co oni jedza, czy nie sa glodni, a moze to "biedni studenci" itd, itd, itd .....
I tu odezwalo sie moje "Timurowskie serce" ..... jednego dnia ugotowalam sagan zupy i kazalam mojemu "przybocznemu" zawiezc dla "gorskiego wedrowcy" i postawic w widocznym miejscu.
Drugiego "pojechaly" tam swiezo upieczone jagodowe mufinki.
"Przybocznemu" bardzo spodobala sie ta "Timurowska zabawa" i kolejnego dnia wczesnym rankiem wybral sie tam z prosto z wody wyciagnietymi rybami.
Choc pora byla bardzo wczesna ludziskow nie zastal, znalazl natomiast takie cos .....

Z rybami i butelczyna wrocil do domu.
Ryby po oprawieniu i odpowiednim zabezpieczeniu przed upalam i dzika zwierzyna wraz z innymi produktami znow pojechaly "na biwak".

Wieczorem kiedy "Przyboczny" pojechal po torbe-lodowke spotkal wreszcie!!! "biwakowiczow".
Byli bardzo ciekawi, co to za ludzie ktorzy tak im dogadzali i serdecznie dziekowali za "opieke".

My dziekujemy za buteleczke i kawe ..... i zyczymy powodzenia w dalszej podrozy po Laponii.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Zapasow na zime ....


..... nadszedl czas!!!



Boroweczki zbierane na zboczach gor.
Godzinna Sesja Fitnes calkiem za fryko, czyli jak polaczyc przyjemne z pozytecznym  i na dodatek w najpiekniejszym salonie.


A dzisiaj nagroda, slodziutenkie pysznosci ......




niedziela, 17 sierpnia 2014

Na poszukiwanie trolli .....


to haslo wczorajszej wyprawy "w nieznane".

Po dwoch tygodniach "zasiedzenia i intensywnego odpoczywania" musialam rozprostowac moje nogi i "przewietrzyc glowke".
Azymut ..... polnoc!!! czyli .....
jeszcze "wyzej" od mojego Raju,
jeszcze "pusciej" i ...
jeszcze "dziczej".



Pierwszy przystanek ..... trollskie zrodelko
Kilka "klunkow" i odrazu poczulam jak "rozkosz" uderzyla mi do glowy, czyli .... dziwne mrozenie.
Naturalnie napelnilam dwie wielkie "banki" na zas, bo nie zawsze ma sie okazje czerpac wode ze zrodla milosci;-))

Dalsza droga prowadzila przez lasy i gory, a magiczne trolle czyhaly na nas wszedzie .....


az wreszcie dotarlismy do Trollforsen czyli Trollskiego wodospadu:-))
Niestety po niesamowitych letnich upalach i suszy wodospad stracil odrobinke;-)) wody, ale zachowal jednak swoj urok ....




Urzeczeni trollskimi przezyciami, trollska droga ....
odrobine zmeczeni, poznym wieczorem wrocilismy szczesliwie do domu.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Sielsko, anielsko .....


uplywa moje zycie i .... moj urlop.

"Fruwam z kwiatka na kwiatek" za pomoca objektywu  ....



Robie male, nawet "owocne" wypady do lasu ....

Dogadzam moim gosciom, ktorzy odwiedzaja mnie bardzo czesto i gromadnie ....







I zachwycam sie widokami, nawet jesli sa takie "zlowieszcze" jak te wczorajsze .....


..... i "zbieram sily" na tradycyjne wypady w "wielki swiat".



niedziela, 10 sierpnia 2014

No prosze, prosze .....


czasami "wiekszosc" nie ma racji.
Przekonalam sie o tym na wlasnej skorze;-))
Kiedy 8 sierpnia rano wlaczylam radio uslyszalam, ze wedlug chinczykow, (a tych jest chyba wiekszosc na naszym swiecie) 8 dzien 8 miesiaca jest bardzo szczesliwy i to szczescie nalezy wykorzystac.
Zadalam sobie pytanie ..... jak???
Ale natychmiast przyszla odpowiedz .... skoro ma to byc szczescie .... to przyjdzie przeciez samo, wiec nie musze robic nic, a nic.
Poniewaz ja nie z tych, co nie robia nic, a nic wiec wybralam sie do lasu, a potem na ryby.
W lesie szczescia nie znalazlam, choc szukalam "zlota Lapponii".
Na rybach zlowilam co prawda wiekiego szczupaka i tym samym pobilam moj wlasny rekord ...

lecz zlowienie szczupaka tutaj, szczesciem nazwac sie nie da, a wrecz przeciwnie.
Bo co z taka bestia zrobic???
Wielkie to takie, szarpie sie ogromniascie przy wyciaganiu, czasami "gryzie" i na dodatek, kto to "miesiwo" zje?

Szczupaka wypusilam do wody, poplynal sobie w "sina dal" i moze  ......."uszczesliwi" kogos innego;-))
Ja cyknelam kilka fotek




i wrocilam szczesliwie do domu oceniajac, ze dzien byl ....... "taki zwykly"

Dnia nastepnego, czyli 9-tego 8 miesieca pomyslam, ze najprawdopodobniej "szczescie chodzi parami", wiec wzielam moje wlasne szczescie czyli Slubnego pod reke i ...... wybralismy sie do lasu.
I po kilku minutach natrafilismy na "zapomniana" polanke, na ktorej, w dosc szybkim tempie nazbieralismy az 3 litry moroszki!!!
W "dzisiejszych czasach" to naprawde szczescie!!!
I na dodatek to "szczescie" wyladowalo w nastepnej buteleczce i jak "dojrzeje" to bedzie uszczesliwiac i to nie tylko mnie do nastepnego roku:-))
Chwile pozniej natknelam sie na fantastyczny widok, kiedy reniferowy cielak wcinal "przyslugujacy mu" posilek

Po poludniu nastepne "szczescie" ..... na wedke przytrafila sie taka oto troc wedrowna .... krolowa ryb


3,5 kg zywej wagi!!!


Oprawiona lezy teraz w zamrazarce i czeka na ...... dostojnych gosci!!!

I jak tradycja, taka nasza "rajska", nakazuje troc zostala "oblana" kilonkiem ..... z udzialem naszego sasiada.
I przyznaje szczerze, ze taka piekna sztuka wymagala nie jednego, a kilku kilonkow, aby byc porzadnie "oblana".
I wszyscy jednym glosem "na odchodne" stwierdzilismy, ze byl to bardzo szczesliwy dzien!!! .... choc 9 a nie 8 ..... 8 miesiaca.