piątek, 1 stycznia 2010

Pyro.......???

Pyrotechnik czy pyroman... ktore z tych okreslen pasuje do mnie najbardziej ? Moze oba naraz ?
W naszej 2-osobowej rodzinie, to ja dokonuje zakupu "materialow wybuchowych" wdajac sie w rzeczowa dyskusje ze sprzedawcami o wlasciwosciach i walorach estetycznych rakiet, slonc, wodospadow, fontan, itd......
Nie moge jednak powiedziec, ze sam moment "podpalenia" mnie nie kreci!!! Jest w nim cos co porywa.... nie tylko rakiety... ale i mnie. Dzisiejszej ? czy juz wczorajszej nocy oddalam jednak zapalki mezowi - sama z aparatem w reku patrzylam na niebo i staralam sie uwietrznic rozblyski.
Nie jest to najlatwiejsze - majac do dyspozycji tylko amatorski sprzet fotograficzny.........


.... najwazniejsze jednak, ze udokumentowane.

czwartek, 31 grudnia 2009

Sylwester.......

Ostatni dzien roku! Jaki byl ten rok ? - z cala pewnoscia moge stwierdzic ze minal straszliwie szybko, az za szybko. I jesli wierzyc ludziom starszym ode mnie - to kazdy nastepny mija szybciej od poprzedniego. Jesli chodzi o "zawartosc" byl to taki calkiem przecietny rok, bez wielkich wzlotow.... ale i bez upadkow.
Dzisiejszy dzien spedzilismy w bardzo urozmaicony sposob : zakupy, odwiedziny "dzieciakow", spacer i odwiedziny grobow naszych bliskich. Znalazlam tez kilka okazji do zrobienia zdjec w pieknej zimowej scenerii.(Jak widzicie na zalaczonym obrazku... zostalo jeszcze kilka kaczorkow na inne okazje)
Nachodzi teraz czas, ze nalezy zabrac sie za przygotowania do wieczornej imprezy.
Tak jak wiekszosc szwedow bedziemy zegnac stary i witac nowy rok w gronie przyjaciol.
Z doswiadczenia wiem, ze bedzie napewno bombowe jedzenie, szmpanski humor i wystrzalowe rakiety.
O 24.00 wznoszac toast pomysle o wszystkich bliskich mi osobach !!!

Zycze Wam wszystkim i Waszym najblizszym szczesliwego zakonczenia tego starego .... i wszystkiego naj... naj... najlepszego na ten nowy 2010 rok !!!

wtorek, 29 grudnia 2009

Jak bede duza - to moze zostane ..... ornitologiem!!!

Poprzedni post zakonczylam zdjeciem ptakow siedzacych na drzewach w naszym, i ogrodzie sasiadow. Zdjecie to wlasciwie pasuje bardziej do tego o czym chcialam napisac dzisiaj.
Wychowana w samym srodku miasta nie mialam zbyt duzego kontaktu z ptakami, a te ktore dane bylo mi poznac i zobaczyc budzily we mnie prawie zawsze negatywne odczucia. Bo jak mozna lubiec szpaki, ktore rano z wrzaskiem budzily mnie z tak potrzebnego dla organizmu snu i na dodatek palaszowaly moje ulubione owoce - czeresnie. Jak mozna kochac te wszystkie kruki, kawki, wrony i gawrony, ktore okupowaly wszystkie drzewa w moim miescie .... i sprawialy ze droga do szkoly stawala sie 2 razy dluzsza. Zmuszona bowiem bylam kroczyc trasa slalomowa i z gracja narciarza alpejskiego unikac spadajacych z gory niezbyt przyjemnych "odpadkow".
Jaskolki wrozyly deszcz, wiec tez ich nie lubilam. Wlasciwie na tym mogabym zakonczyc wyliczanke znanych mi ptakow ..... oj zapomialam o wroblach - te byly przeciez wszedzie!!!
Znalam, z pobytow nad morzem, jeszcze jeden gatunek, ale jako dobrze wychowana dziewczyna nie wymienialam ich nazwy, bo kojarzyla sie ze zlym stylem zycia .... wiec nie przystoi.
A dzisiaj..........patrzac przez okno... widze : zieby, gile, kosy, czeczotki, kwiczoly,luskowce, kilka gatunkow sikorek i makolagwy!!!! Te ostatnie - kiedys nie byly dla mnie nawet ptakami, a wyzwiskiem kobiety.
Nawyliczalam dosc duzo gatunkow widzianych w jednym lokalu i przy jednej krotkiej obserwacji. Gdy do tego doloze jeszcze te wszystkie wystepujace latem i te z Lapponii okaze sie, ze jakos tak psim swedem zdobylam niesamowita wiedze o swiecie ptakow ...... ale i tak malo w porownaniu z wiedza ornitologa. Wiec kto wie, kto wie....... gdy juz bede wolna jak ptak, moze wyposazona w aparat i lornetke bede zdobywac nowa wiedze o nowych gatunkach.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Kontrasty................

W domu panuje tropikalny klimat ........ dowodem sa pieknie kwitnace storczykia na zewnatrz siarczysty mroz i podobno - jesli wierzyc prognozom ma byc jeszcze zimniej.
W Sylwestrowa noc na naszej szerokosci geograficznej temperatura ma spadac do okolo 20 stopni - naturalnie minus!!!
"Rozowe niebo" potwierdza prognoze o nadchodzacej fali mrozu...Najbardziej zal mi ptakow, ktore "zakrecone" anomaliami pogodowymi nie poszukaly sobie cieplejszych obszarow. Marzna teraz i "lataja jak szalone" w poszukiwaniu pozywienia.

niedziela, 27 grudnia 2009

Bajeczna sceneria.........

Zdjecia ponizej dedykuje Wam wszystkim, ktorym nie udalo sie "zaarazowac" zimowej scenerii swiatecznej ........

Tak wyglada nasza ulica....

a tak nasz dom.....


.....nawet przebiegla przez nasz ogrod sarenka... .... ale nie zazdroszcze naszym sasiadom, ktorzy prawdopodobnie przyjada jutro do domu....

Swieta, swieta...i po swietach.......

.... formalnie tak, ale w tym roku dostalismy od kalendarza jeden dodatkowy dzien na swietowanie .... albo na wypoczynek!!!
Niech kazdy wykorzysta go w najlepszy sposob.
My musimy poswiecic go na wysilek fizyczny .... tzn. odsniezanie !!! Ale moze to i dobrze - bo po takim "obzarstwie" jakie sami sobie fundujemy .... to bardzo potrzebne.
Chyba....... udalo mi sie dotrzymac slowa i nie zrobilam wiecej potraw niz w roku poprzednim!!! Ale - te wszystkie obowiazkowe potrawy z kuchni szwedzkiej i polskiej oraz nasze rodowe potrawy sprawiaja, ze stol sie lekko ugina!!!
dobrze, ze zachowalam inna wazna tradycje z mojego domu rodzinnego - "wizyterow". Tradycja troszeczke zostala zmodernizowana i obecnie odwiedzin dokonuja cale rodzinki ....... a nie tak jak w dawnych czasach - kiedy to wizyterami byli tylko panowie - gdyz panie siedzialy w domu.......... i oczekiwaly na wizyterow, aby ich ugoscic!!!
Odwiedziny te odbywaly sie w pierwszy dzien swiat - Wigilja nalezala bowiem do najblizszej rodzinki!!! a w drugi dzien swiat wydawano proszone obiadki.
Wiec w naszym domu w pierwszy dzien swiat bylo dosc gwarnie i wesolo a goscie wymieniali sie miejscami przy stole i pomagali nam wyprozniac polmiski - ku mojej wielkiej radosci!!!


Na sniadanie i lunch czyli tak zwany brunch serwowalam tradycyjne potrawy swiateczne.

Obiado-kolacja serwowana po godzinie 18 -tej skladala sie z 3 dan :
- przystawka: to losos przyrzadzony wg tradycji lapponskiej serwowany z kawiarem z sielawy, smietana i czerwona cebulka.
- danie glowne - to kaczka orange. Poniewaz uzywalam tylko piersi z kaczek, wiec usmiercilam kilka "kaczorkow"!!! (jednego - a wlasciwie jedna -nawet z premedytacja)- napewno ku zadowoleniu wielu ?- a... napewno moich gosci!!!
- deser - parfait z owocow rosnacych w Norrlandii .
Siedzac i jedzac nie zauwazylismy, ze za oknami ciagle padal snieg i przykryl caly otaczajacy nas swiat pierzynka tak okolo 30- 40 cm .
Okolo godz 24.00 gdy pierwsza para naszych gosci postanowila pojechac do domu zrozumielismy nagle powage sytuacji.
Po odkopaniu i wypchnieciu samochodu udali sie w "daleka podroz". Jazda w normalnych warunkach zajmuje okolo 20 min - tym razem trwala 4 razy dluzej ... i zakonczyla sie szczesliwie.
Nastepni goscie nie mieli takiego szczescia ........ ale miele jeszcze wieksze ... ich zamowiony transport nie dojechal do nas: wiec wyciagnelismy "naturalnie schlodzona" i swietowalismy do rana.

Po kilku godzinach snu .... od nowa Polska Ludowa.... i tak goscilismy sie do godziny 15 dnia nastepnego - az plugi odsniezyly nasze ulice osiedlowe i wreszcie mozna bylo poruszac sie samochodem.
Pieknie ... dla tych co swietuja, uroczo dla dzieci ......... ale mysl o tych co pracuja, np sluzba zdrowia, straz itd - podnosila moje wlosy na glowie o kilka cm!!!

sobota, 26 grudnia 2009

Wielkie emocje......

Oj ...nie latwo byc dzieckiem w ten wielki i tak wielce oczekiwany dzien !!! Obawy czy Mikolaj nie zapomni adresu, czy nie zabladzi gdzies po drodze, czy nie zapomni zabrac ze soba prezentow, czy prezenty beda akurat te, ktore byly zapisane w liscie wyslanym do "Lapponii" itd, itd.
I na dodatek to oczekiwanie............... prawie caly dlugi dzien, no i jeszcze trzeba zasiasc do stolu i zjesc "mase jedzenia", na ktore nie ma ani odrobinki miejsca w malym brzuszku, bo on caly wypelniony jest "nerwikami".
No nareszcie........widac za oknami migocace swiatelko, potem dzwonek do drzwi i pojawia sie ten tak bardzo wyczekiwany.........
Napiecie i przerazenie w oczach.......! Wprost nieprawdopodobne, ze ten " poczciwy staruszek" wzbudza tyle emocji.

Ale poniewaz mial jeszcze do odwiedzenia miljony dzieci, ktore czekaly na jego wizyte z podobnymi uczuciamy ... zostawil tylko worki z prezentami pod choinka ......... i pojechal w sina dal.

Oj jak .....dobrze ........ teraz pozostalo tylko nerwowe rozrywanie papieru i podgladnie, czy napewno sa te najbardziej upragnione prezenty.
I jak ......po takich emocjach zasnac? A mowia, ze jest to najkrotszy dzien w roku ............. ???