wtorek, 14 sierpnia 2012

W moim wieku ........


..... z calym workiem zyciowego doswiadczenia, powinnam widziec, ze marzenia o slubym welonie ( Brudslöjan) sa dobre dla mlodych, zwinnych panieniek, a nie dla podstarzalych kobitek jak ja.
A jednak uleglam reklamie ............ i wyruszylam na poszukiwanie welonu.

W broszurce zachwalajacej walory turystyczne sasiedniej gminy zobaczylam takie oto zdjecie ....
a pod zdjeciem napis ..... Welon slubny to imponujacy i piekny wodospad, ktory lezy we wsi Svartsjön przy drodze do Ammarnäs....

Czy potrzeba wiecej dla fantasty bystrzyc i wodospadow?
W towarzystwie Slubnego udalam sie na wyprawe ..... po piekne przezycia emocjonalne.
Wies znalezlismy bez problemow i tabliczke z napisem informacyjnym tez .....

Jak "panna mloda" zwinnie i szybko wyskoczylam z samochodu, zaczelam nadsluchiwac "szemrania  spadajacej wody" i rozgladac sie za droga prowadzaca do tej wielkiej atrakcji turystycznej.
Juz w tym momencie powinnam odczytac prawidlowo sygnaly ostrzegawcze i zrezygnowac z dalszej wyprawy. Sciezynka byla zarosnieta co swiadczylo, ze niewiele osob dalo sie nabrac na chwyty reklamowe.
Ale nie ja! .... ja prawdziwy entuzjasta i milosnik wodospadow podazylam dalej, Slubny za mna.
Poprzez zmurszale drewniane bale rzucone jako kladki przez bagienka i strumyczki, poprzez coraz wieksze kamienie i  wystajace korzenie .... wyzej i wyzej do ..... wodospadu ....


... i kiedy juz pozostalo tylko kilkadziesiat krokow aby wyciagnac reke i napic sie wody z wodospadu .....
doszlam do wniosku, ze to szalenstwo, ze to atrakcja dla alpinistow, a nie dla "trurystow"!!!
Z bolacym (doslownie) sercem zawrocilismy w strone samochodu. Po drodze w dol udalo mi sie cyknac kilka fotek wodospadowi, ktory nam niestety nie zaimponowal!!!
Zaimponowal nam natomiast widok w dol .... na wies, na wijaca sie droge...... i na Vindelälven

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

I jak co roku .......


..... bo tradycje nalezy pielegnowac, w sobote w gronie milych znajomych obchodzilismy swieto kiszonego sledzia.
Tak naprawde to premiera tegorocznych sledzich dopiero w przyszla sobote, ale ze my niecierpliwi, a  szefowi naszego sklepu cos sie w kalendarzu pomylilo i wystawil ten slawetny delikates o tydzien za wczesnie, wiec ....
"uslinieni do pasa" zasiedlismy do stolu.
To sledziowe przyjecie ma to do siebie, ze zaprasza sie tylko koneserow tego przysmaku .... a ci ktorzy tego dnia nie kochaja, musza poczekac na inna okazje i na inne przyjecie, bo niestety przy stole nie wysiedza.
Zapaszek ich odstraszy.
A szkoda, bo biesiadnicy byli bardzo wesoli i ..... rozspiewani, szczegolnie jesli chodzi o przyspiewki toastowe.
Deserek musial  byc "odswiezajacy" ..... i czy jest cos bardziej stosownego niz  wlasnomaszynowo sporzadzony moroszkowy sorbet .....
Wczoraj wieczorkiem, kiedy chcialam zrobic kanapki do kolacji i otworzylam pudeleczko z maslem ..... dolecial do mnie niezbyt cudowny tym razem ....... zapach sledzikow.
Maselko wchlonelo krazacy po domu zapaszek i nie nadawalo sie do dalszej konsumpcji.
"Za piec dwunasta" czyli tuz przed zamknieciem sklepow wybralismy sie do miasteczka.
A jakie szczescie, bo widoki  na nasze jeziora byly wprost magiczne ....




sobota, 11 sierpnia 2012

Na dobre i na zle .....


... czyli jesli chcesz przez cale zycie obok swojej wybranki-wybranca wytrwac (zeby nie powiedziec... zgrzybiec)

i  dotrzymac danej na slubnym kobiercu obietnicy ...
ze cie nie opuszcze az ...

przeprowadz sie do mojego raju!!!
bo tutaj, wdlug zrodel godnych zaufania ..... malzenstwa trwaja najdluzej w calej Szwecji.

Cale 18,1  lat trwa statystyczne malzenstwo! Sztokholmskie malzenstwa dla porownania, dokladnie o polowe krocej.
Byc moze w Sztokolmie wiecej pokus, wiecej wyzwan, wiecej mozliwosci???
A moze przyczyna jest fakt, ze czas w moim raju plynie odrobinke wolniej?
Moze panowie dbaja bardziej o swoje kobiety, bo jest ich znacznie mniej niz panow, a przystojni "ujezdzacze stalowych rumakow" z calego motoryzacyjnego swiata sa dodatkowym "zagrozeniem" i konkurencja.
A moze to przyroda ma wplyw na nasze zycie ..... i  "burzowe chmury"  nad naszymi glowami choc wygladaja bardzo groznie sa piekne i nawet odwaze sie powiedziec ...... romantyczne ....



czwartek, 9 sierpnia 2012

Warzyla sroczka .......


dzemik z moroszki warzyla ......

i do dzisiejszego dzemiku orobinke pikanterii dolozyla. Wiec bedzie dzemik ...... z dreszczykiem.

Podczas dzisiejszej wyprawy po moroszke natrafilam ponownie na slady pluszaczka ......
Zastanawiam sie czy to "moj stary znajomy" czy jakis nowy " wielbiciel ?






Smak Lapponii .....


smak lata...... zamkniety w sloiczkach na dlugie zimowe wieczory

Mieszajac w garze popatrzylam przez kuchenne okno na wieczorne niebo. Sceneria pasujace jak ulal ..... do mojego dzemu!!!
Moroszkowe niebo .....
 Zlapalam aparat i polecialam na brzeg jeziora ...... takze moroszkowego .....
Stalam jak zaczarowana i cykalam bez opamietania ...... i teraz ma problem, jakie  fotki zamiescic na blogu????
Wiec zrobilam losowanie ..... i oto rezultat ......






środa, 8 sierpnia 2012

Odrobina wypoczynku .......


...... nalezy sie po wymagajacej wielkiej kondycji gorskiej wedrowce.
Wiec odpoczywam;))

Dzisiaj tylko ......
nazbieralam 3 kg moroszki


popolerowalam obrobinke czerpaczki do wody, w ktorych bede moim gosciom serwowala kawe przy ognisku ....

poczyscilam ryby, ktore zlapaly sie w sieci nastwione wczorajszego wieczora,  w takiej oto pieknej scenerii

Jak urlop ........ to urlop, albo?????

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Na wiyersycku stola ......


piykno sie widziola.....

Ale zanim na ten wiyersycek wlozla ..... o o malo ducha nie wyzionela!
Ponad dwie godziny wspinaczki w pelnym rynsztunku z ciezkim jak licho plecakiem, bo wszystko dobrze miec, o tak na wszelki wypadek: w razie deszczu, w razie glodu..... w razie ognia;)

W polowie drogi natrafilismy na prawdziwy raj ..... storczykowe krolestwo ..... tysiace!!!

i nie tylko storczykowy. 
 Raczac sie krysztalowa woda ze strumyka botanizowalam i odpoczywalam przy okazji.
Naliczylam i uwietrznilam na fotkach az 32 gatunki kwitnacych roslin!!!  
Wprost nie do uwierzenia, ze tak daleko na polnoc i tak wysoko w gorach jest taka bujna roslinnosc


Zajelo mi to dobra i bardzo potrzebna chwilke przed dalsza wspinaczka .... do gory 
A na szczycie Lulletjåhkkå .....nagroda ...... widoki  nad widokami .....
na niebieskie gory, ktore naprawde byly tego dnia bardzo niebieskie

 na miejsca wypasu reniferow.......


na swieta gore .....
na wijaca sie w dole rzeke Piteälven ...



I kiedy nacieszylismy oczy i napelnilismy "glodne kiszki", oprozniajac przy okazji odrobine plecak ....
 nadszedl czas zejscia w dol.
"Turlikalam " sie dosc szybko .... z gorki na pazurki ..... uciekajac przed nadciagajaca burza.
Bo z pogoda w gorach zartow nie ma ....... a swiat w dolinie wygladal tak ......