..... bo tradycje nalezy pielegnowac, w sobote w gronie milych znajomych obchodzilismy
swieto kiszonego sledzia.
Tak naprawde to premiera tegorocznych sledzich dopiero w przyszla sobote, ale ze my niecierpliwi, a szefowi naszego sklepu cos sie w kalendarzu pomylilo i wystawil ten slawetny delikates o tydzien za wczesnie, wiec ....
"uslinieni do pasa" zasiedlismy do stolu.
To sledziowe przyjecie ma to do siebie, ze zaprasza sie tylko koneserow tego przysmaku .... a ci ktorzy tego dnia nie kochaja, musza poczekac na inna okazje i na inne przyjecie, bo niestety przy stole nie wysiedza.
Zapaszek ich odstraszy.
A szkoda, bo biesiadnicy byli bardzo wesoli i ..... rozspiewani, szczegolnie jesli chodzi o przyspiewki toastowe.
Deserek musial byc "odswiezajacy" ..... i czy jest cos bardziej stosownego niz wlasnomaszynowo sporzadzony moroszkowy sorbet .....
Wczoraj wieczorkiem, kiedy chcialam zrobic kanapki do kolacji i otworzylam pudeleczko z maslem ..... dolecial do mnie niezbyt cudowny tym razem ....... zapach sledzikow.
Maselko wchlonelo krazacy po domu zapaszek i nie nadawalo sie do dalszej konsumpcji.
"Za piec dwunasta" czyli tuz przed zamknieciem sklepow wybralismy sie do miasteczka.
A jakie szczescie, bo widoki na nasze jeziora byly wprost magiczne ....