piątek, 10 grudnia 2010

Dobre rady.....

 .... przychodza zazwyczaj od przyjaciol.
Wlasnie dzisiaj otrzymalam jedna z nich i szybko sie do niej dostosowalam!!!
Szkoda, ze nie otrzymali tej rady  mieszkany naszego szwedzkiego Östersund, moze  uchronilibysmy przed choroba az 12 tys. mieszkancow!!! ..... i znaczna czesc  uczestnikow zawodow biathlonowych Pucharu Swiata


Ja biore kielich w reke swa....... i pije, i pije do dna ................ bo przeciez chce byc zdrowa.
I choc nadawca nie oczekiwal podziekowan ........... czynie to jednak ..... dzieki!!!!

W samym srodku wsi...................

.....ktora odwiedzilam podczas wczorajszego spaceru znajduje sie sredniowieczny cmentarz, gdzie pochowane zostaly ofiary epidemi dzumy


Stalam w ciszy i podziwialam......



myslalam o tych wszystkich epidemiach i pandemiach, ktore dotknaly na przestrzeni dziejow nasza biedna Matke Ziemie : pest, cholera, tyfus, dzuma. Ale i te nowsze jak gruzlica, hiszpanka, azjatka, AIDS, swinska grypa.
Ilez to ofiar ludzkich one pochlonely.

Zastanowilam sie tak prywatnie nad ta najnowsza, ktora teraz zalala caly swiat. Ciekawe ile ofiar pochlonie ....Wikileaks epidemia - bo ta w pewnym sensie mozna chyba zaliczyc do tej z gatunku ....swinskich???

czwartek, 9 grudnia 2010

Zalecenia lekarskie.......

to recz swieta. Tym bardziej, ze swieta tuz, tuz....... i ja chce byc zdrowa. Bo obecnie jestem niestety tylko polowicznie zdrowa. Jak narazie glowa i procesy myslowe funkcjonuja dosc nalezycie, ale....... nie moge tych moich myli przekazac slownie!!! Poprostu stracilam glos. Co niektorzy wiedza, ze taka przypadlowsc dla mnie ............... to bardzo powazna przypadlosc, a na dodatek pan dokotor zalecil mi calkowita cisze!!!
Wybralam sie wiec do lasu bo tam jak nigdzie indziej panuje absolutna cisza......
Oj chyba cos jest jednak nie tak z ta moja glowa. To nie o taka cisze p. dokorowi przeciez chodzilo. To ja mam zachowac calkowita cisze, nie wolno mi przez kilka dni nawet szeptac!!!
Szlam tak w tej calkowitej ciszy i podziwialam otaczajacy mnie swiat .....
Drzewa tak pieknie pokryte szronem, sloneczko przedzierajace sie przez konary....


Sarenki .....
ale co one tam wypatrzyly ? Zamarly w bezruchu i wpartywaly sie jeden punkt.....


i ja spojrzalam ...... oj to ON - nasz skandynawski Tomte !!!



Chcialam go zapytac, dlaczego nie uzywa tak jak jego amerykanski kuzyn sanek i reniferow, albo tak popularnych w Skandynawii skuterow snieznych......... ale on byl tak daleko, a ja przeciez nie moge mowic!
Pomyslam ze napewno nadarzy sie jeszcze ku temu okazja, gdy nagle zobaczylam ciekawe drzewo.
Podeszlam blizej  i cyknelam zdjecie....


..... i znow go zobaczylam, a moze to brat tego poprzedniego?
Powiedzial mi, ze jest bardzo zmeczony i musi troszke odpoczac i ze on wie ze mnie  nie wolno mowic, wiec jest spokojny, ze nie bede zadawac mu zadnych glupich pytan...............


No coz ..... bede musiala tutaj powrocic, moze za kilka dni. Moze wtedy otrzymam odpowiedz na nurtujace mnie aktualnie pytania?

środa, 8 grudnia 2010

Praca dyplomowa......

... czasami tak sie sklada, ze pewne czynnosci nalezy wrecz oddelegowac do wykonania innym.
Wyslalam wiec dzisiaj mojego "asystenta " z aparatem do ogrodu aby uwierznic najblielsza zime jak widzialam.
Spisal sie na medal ......


prawda???

wtorek, 7 grudnia 2010

Czy to ja................


Kiedy kilka dni temu zobaczylam taka notatke w internetowym wydaniu mojej  gazety nagle sie przerazilam .......

Åsna vilse i trafiken

Värmland 02 dec 09:32
Tre lösgående hästar och en åsna har strax före klockan nio på torsdagsmorgonen setts irra omkring i trafiken.
Djuren befann sig vid Mariehov utmed länsväg 702 väster om Karlstad, uppger Värmlandspolisen. 

.... trzy "bezpanskie" konie i jeden osiol zablakane biegaly ... "zaklocajac ruch drogowy".
Zwierzeta znajdowaly sie na zachod od Karlstadu - czyli niedaleko od naszego domu,
tak poinformowala värmlandzka komenda policji.

Konie ..... to normalka, bo stadnin wokol duzo i zdarza sie od czasu do czasu, ze koniki poczuja potrzebe swobodnego zycia na poloninach i poprostu uciekaja. Ale osiol?  Jedyny "osiol", ktorego od czasu do czasu udaje mi sie zobaczyc to ten .......... w lusterku.
Czyzby to ja?
Uszczypnelam sie w tylek ............. zabolalo!
Spojrzalam do lusterka - jestem - co prawda bez zarostu i bez wielkich uszu - ale to ja - a uporu i tak nie widac na zewnatrz.
Bo to wlasnie przez ten upor upodobnilam sie ostatnio do osla .... a wszystko to wina......... kozla.
Postanowilam w tym roku wrocic do dawnych zwyczajow obchodzenia swieta Bozego Narodzenia i wykorzystac dawne symbole. 
Uparlam sie ze chce miec Kozla, nie zadnego koziolka ze slomy czy drewna, bo te juz sie wysluzyly, ale takiego "prawdziwego" z galazek swierkowych i ma stac wg tradycji w ogrodzie. 
Wiercilam "dziure w brzuchu" mojemu slubnemu ... az wreszcie zrobil mi szkielecik :


..... pozostalo tylko "ubrac" ten szkielecik i wystawic w ogrodzie.
Natura nie byla mi przyjazna, bo zrobila sie prawdziwa zima ( minus 19 stopni) i nikomu nie chcialo sie wybrac do lasu po galazki.
Ale ......tu wyszlo moje podobienstwo ze wspomnianym wyzej oslem,  i ze :

Jak sie upre, jak sie upre, kazdy wie.
Nie przeonaczy, nie przeonaczy nijak mnie
Prezes, soltys.... sekretarz.
Prasa, radio.....kobita (czyt. chlop).
Jak sie upre, to ............tak!!!


I chlop, chcac nie chcac, kapote nalozyl, wzial sekator, worki .... i do lasu po galazki pojechal.
Dobry ten moj chlop ???? i na dodatek przywiozl tego naprawde dosc duzo, ze nawet wystarczylo za jednym podejsciem!!!

A oto rezultat ......






Koziolek to najstarszy symbol Bozego Narodzenia w Szwecji siegajacy czasu Asow. Wedlug mitologii nordyckiej bog Tor jezdzil powozem ciagnietym przez dwa kozly Tanngnjostr i Tanngrisnir. Podczas uczt zdarzalo sie pod stolem suto zastawionym rarytasami ustawiano kozla.
(Moze to na niego zganiano zapachy....... po przejedzeniu?stad tez pojecie kozla ofiarnego?)
W XVIII - XIX wieku to wlasnie Koziol  rozdawal upominki swiateczne........wiec licze, ze "wynagrodzi" moj upor i  determinacje i.................przyniesie mi cala moc prezentow.

Idzie kominiarz po drabinie......

..... oj!!! on naprawde idzie.............


stalam "za firanka" i podziwialam.... jednym okiem ....jego wyczyny na dachu sasiadow.
Dlaczego jednym okiem ? - byc moze ktos pomysli, ze drugie bylo zajete fotografowaniem..... ale to tylko kawalek prawdy. Ta najprawdziwsza prawda to fakt, ze ja mam taka malenka przypadlosc, ktora nazywa sie lek wysokosci ....................i takie scenki, gdy ktos biega po dachach bez zabezpieczenia wywoluja u mnie dosc mieszane uczucia. Strach i podziw, przerazenie i zachwyt......   nie moge wiec  zamknac obu oczu, bo bym poprostu nic nie widziala!!!
A kominiarz byl taki przystojny ..... i taki prawdziwy, chociaz nie mial kapelusza i byl..... czysty.
Widok kominiarza na naszym osiedlu przez kilkanasie lat nalezal do rzadkosci. Bo fachowcow, ktorzy pojawiali sie regularnie co drugi rok trudno nazwac kominiarzami - ja nazywalam ich prosto i krotko "wentylatorami" - czyscili bowiem kanaly wentylacyjne, gdyz wiekszosc domow na naszym osiedlu nie miala kominow. Domki ogrzewane byly energia elektryczna. Czysto, nie smierdzaco i tanio. Az przyszedl kryzys i energia elektryczna zaczela drozec z dnia na dzien. Przerazeni ludziska zaczeli szukac alternatywnych mozliwosci ogrzewania i jak grzyby po deszczu zaczely sie pokazywac kominy. Dla obnizenia kosztow zaczeli palic drewnem - bo u nas lasow od chu... chu...
My nie uleglismy psychozie mas i nadal ogrzewamy dom energia elektyczna (droga, bo droga - ale i tak tansza niz w Polsce) a jedyny "ogien otwarty" w naszym domu to swiece , ot np takie na 2-ga niedziele adwentu


Kominiarza ogladam na odleglosc (i tak na wszelki wypadek trzymam sie za guzik) i ciesze sie ze pojawia sie  raz w roku. Bo on nie tylko czysci kominy ..... ale kontroluje rowniez czy sa zainstalowane filtry, ktore  sprawiaja, ze na osiedlu nadal nie smierdzi dymem!!!  - i ja nadal moge oddychac moja pelna - choc alergiczna - piersia.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wesolego autobusu cz. II............

czyli najnowsze doniesienia z miasta mojej mlodosci.
Autobus dojechal ..............i chyba nawet mozna powiedziec, ze spelnil swoja role.
Kandydat ktory pedzil tym autobusem po ulicach Czestochowy w czasie kampanii wyborczej wygral.
Wygral??? - i tu nastepuja moje rozwanania na temat wygranej.
Bo czy mozna mowiec o wygranej jezeli kandydata w rzeczywistosci popralo zaledwie 17,68 % osob uprawnionych do glosowania!!!
Tu nasuwa sie pytanie czy ta nasza demokracja jest w gruncie rzeczy demokratyczna???
Dla mnie aspekty polityczne sa w tej chwili zupelnie bez znaczenia - a tylko, kto kogo reprezentuje i kogo interesow broni?
Jaka pozycje przyjma ci pozostali wyborcy, czy pojda sladem "swojej bezczynnosci i pasywnego wyboru" i beda popierac wybranego prezydenta ...... czy zajma stanowisko opozycyjne..... ???
Tak czy inaczej to bedzie bardzo ciekawa kadencja. Bede ja sledzila z wielkim zainteresowaniem.
I co bedzie za 4 lata ?
Czy "zwycieski kandydat" juz zarezerwowal autobus na nastepna kampamie wyborcza ? ......
czy znow zobaczymy go na ulicach Czestochowy ......i znow bedziemy wesolo spiewac, ze :
wesoly autobus gna po "kocich lbach".........
..... a moze ta kobieta z tlumu mowiac - On wygra - bo to madry czlowiek - miala racje ? Oby!!!...  czego jej, moim bliskim i wszystkim mieszkancom Czestochowy zycze z calego serca.