.... takim sie staje.
Przyslowia podobno sa madroscia narodow. Byc moze narodow ... ale czy wszystkich ich czlonkow?
To pytanie zadalam dzisiaj kilka razy mojemu slubnemu .... niestety nie otrzymalam zadnej madrej odpowiedzi.
Ale wszystko od poczatku.......
Nasz Pierworodny - zreszta jedyny - syn wyjechal na tydzien do Wiednia na swiatowa konferencje przedstawicieli koncernu, w ktorym jest zatrudniony. Mile - tym bardziej, ze jest to jego pierwsza taka konferencja w tym koncernie, wiec mozliwosc poznania osobiscie wielu osob, ktore zna jedynie .... przez telefon lub komputer.
Zona Pierworodnego zostala zaproszona jako asystent wykladowcy na kursie metodycznym odbywajacym sie wlasnie w tym tygodniu w naszym wojewodztwie w miejscowosci oddalonej "tylko" 60 km od naszego miejsca zamieszkania. Wiaze sie to z calodziennym przebywaniem poza domem i dlugimi dojazdami.
"Dziadostwo" zadeklarowalo naturalnie daleko idaca pomoc w zajmowaniu sie wnusietami, podczas, gdy ich rodzice poswiecaja sie karierze zawodowej:)
I wszystko byloby wspaniale, gdyby nie zlosliwosc natury. Wnusieta dopadla jakos "zaraza jelitowa" i nie moga uczestniczyc w zajeciach w przedszkolu..... no i dziadostwo nagle stalo sie tymczasowym "rodzicielstwem"- na caly etat!!!
Posilki, "zajecia pedagogiczne", zajecia na swiezym powietrzu ..... przeplataly sie przez caly dzien.
Dziadek tak sie przejal rola - ze zapomnial, ze jego wiek - przynajmniej ten biologiczny - jest 10 -ciokrotnoscia wieku wnusiatek ...... i ze wszystkich sil staral sie im dorownac.
Emocjonalnie - musze przyznac - absolutnie mu sie to udalo ...... dal sie nawet namowic na karkolomne zjazdy z gorki na sprzecie, ktory nie jest do tego przystosowany........ i nie pomogly babcine "przywolywania do porzadku" i ostrzezenia.....
.... nasza "narodowa zimowa hulajnoga" - spark - wyladowala na jednym boku ..... a dziadek na drugim!!!... ku wielkiej uciesze wnusiatek. Tak wielkiej, ze dziadek postanowil powtorzyc swoj wyczyn sportowy............... z identycznym zreszta rezultatem.
Obtary nos, policzek i obolaly tylek ..... to nic wielkiego, zdaniem dziadka. Najwazniejsze, ze wnusieta dobrze sie bawily......
poniedziałek, 31 stycznia 2011
niedziela, 30 stycznia 2011
Asymilacja......
........ rozpoczeta!
Kroczek..... po kroczku "przeprowadzam" mojego slubnego po naszej przyszlej dzielnicy. Pokazuje uroki i "dobrodziejstwa" ..... bo chlop moj - to nawet taki podobny do mnie i do............. Grzeskowiaka!!!
............. jak sie upre, jak sie upre kazdy wie ..........
nie przeonaczy.....
Wiec problem teraz - kto wczesniej .....i kto kogo ... przeonaczy!!! ....... ale wydaje mi sie, ze jestem na dobrej drodze.
Moze i nie najlepsza pora na to przeonaczanie .... ale jak mamy tam mieszkac - to caly rok!!! - wiec kazda pora jest dobra, a kazda nastepna moze byc tylko lepsza.
Najblizsze "nasze sasiedztwo" - Ekspositionshuset (Dom Wystawowy) - jedna z nielicznych pozostalosci po starym drewnianym Karlstadzie, ktore uchowaly sie i nie zostaly pochloniete przez wielki pozar miasta 1865 roku
Budynek w neogotyckim stylu wziesiony 1862 roku - jest swoisty i jedyny w swoim charakterze - wybudowany jest bowiem z niewypalanej cegly trocinowej!
Wybudowany zostal na potrzeby Wielkiej Wystawy Rolniczej, ktora miala miejsce w Karlstadzie. Jest najstarsza zachowana budowla wystawowa, bo wieza Eiffla jest o - 27 lat mlodsza!!!
Dla mnie jest takze znamienny - miesci sie bowiem w tym pieknie zrestaurowanym ( i troszke przebudowanym w wewnatrz) budynku intytucja, ktorej zawdzieczam moj standart zyciowy!!!
30 lat temu w pocie czola odpowiadalam na cala mase pytan.... i otrzymalam mala "plastikowa karteczke", o ktora troszcze sie bardzo, nawet bardzo bardzo - moje prawo jazdy!!!
Przez wiele, wiele lat stal majestatycznie samotny na skraju Ogrodu miejskiego.... ale przyszla kryska na Matyska .... i jak grzyby po deszczu zaczely wyrastac inne budowle ....
....obok
..... i na "zapleczu".
Szczescie, ze nikomu nie przyszlo do glowy (jak narazie?) ... aby pomniejszyc nasz piekny park.
Zagladnelam wiec i tam...... bo kocham magnolie ..... a jest ich tutaj cala masa..... ilosciowo i gatunkowo....
Kroczek..... po kroczku "przeprowadzam" mojego slubnego po naszej przyszlej dzielnicy. Pokazuje uroki i "dobrodziejstwa" ..... bo chlop moj - to nawet taki podobny do mnie i do............. Grzeskowiaka!!!
............. jak sie upre, jak sie upre kazdy wie ..........
nie przeonaczy.....
Wiec problem teraz - kto wczesniej .....i kto kogo ... przeonaczy!!! ....... ale wydaje mi sie, ze jestem na dobrej drodze.
Moze i nie najlepsza pora na to przeonaczanie .... ale jak mamy tam mieszkac - to caly rok!!! - wiec kazda pora jest dobra, a kazda nastepna moze byc tylko lepsza.
Najblizsze "nasze sasiedztwo" - Ekspositionshuset (Dom Wystawowy) - jedna z nielicznych pozostalosci po starym drewnianym Karlstadzie, ktore uchowaly sie i nie zostaly pochloniete przez wielki pozar miasta 1865 roku
Budynek w neogotyckim stylu wziesiony 1862 roku - jest swoisty i jedyny w swoim charakterze - wybudowany jest bowiem z niewypalanej cegly trocinowej!
Wybudowany zostal na potrzeby Wielkiej Wystawy Rolniczej, ktora miala miejsce w Karlstadzie. Jest najstarsza zachowana budowla wystawowa, bo wieza Eiffla jest o - 27 lat mlodsza!!!
Dla mnie jest takze znamienny - miesci sie bowiem w tym pieknie zrestaurowanym ( i troszke przebudowanym w wewnatrz) budynku intytucja, ktorej zawdzieczam moj standart zyciowy!!!
30 lat temu w pocie czola odpowiadalam na cala mase pytan.... i otrzymalam mala "plastikowa karteczke", o ktora troszcze sie bardzo, nawet bardzo bardzo - moje prawo jazdy!!!
Przez wiele, wiele lat stal majestatycznie samotny na skraju Ogrodu miejskiego.... ale przyszla kryska na Matyska .... i jak grzyby po deszczu zaczely wyrastac inne budowle ....
....obok
..... i na "zapleczu".
Szczescie, ze nikomu nie przyszlo do glowy (jak narazie?) ... aby pomniejszyc nasz piekny park.
Zagladnelam wiec i tam...... bo kocham magnolie ..... a jest ich tutaj cala masa..... ilosciowo i gatunkowo....
... chyba wiecie juz ... co bedzie tematem moim postow w maju i czerwcu?
sobota, 29 stycznia 2011
Wielkie liczenie......
..... ptaszkow w calej Szwecji!!!
Podczas tego weekendu odbywa sie wielki spis narodowy naszych skrzydlatych przyjaciol ...
Zadanie moze i przyjemne ............. ale napewno nie latwe!!! Bo jak zaczelam liczyc - to kilka odlecialo... i usiadlo na drzewie obok .....
..... i gdy znowu powrocily - to niestety nie moglam ich poznac .... ktory jest ktory ???
Bo wszystkie jakies takie .............podobne sie siebie:)))
Podczas tego weekendu odbywa sie wielki spis narodowy naszych skrzydlatych przyjaciol ...
Zadanie moze i przyjemne ............. ale napewno nie latwe!!! Bo jak zaczelam liczyc - to kilka odlecialo... i usiadlo na drzewie obok .....
..... i gdy znowu powrocily - to niestety nie moglam ich poznac .... ktory jest ktory ???
Bo wszystkie jakies takie .............podobne sie siebie:)))
piątek, 28 stycznia 2011
Nie trzeba bylo dlugo czekac ......
..... na spelnienie "futurystycznych" mysli, ze na "stare lata"- to znaczy na emeryturze przyjdzie mi zyc : o wodzie i powietrzu!!!
To co zobaczylam w dzisiejszej gazecie w pewnym stopniu potwierdzilo moja terorie ...
... ze jest to calkiem mozliwe...
Wspaniala mysl, ze mozna zyc powietrzem - a wlasciwie zapachami - np, kawy, czekolady!!!, pieczystego, smakowitych sosow............... i sama nie wiem czego.... uradowala mnie ogromniascie.
"Najadac sie do syta" rarytasami spozywajac tylko jedna, jedyna kalorie............ale za to bez jednej jedynej korony czy zlotowki czyli calkiem za darmo!!!
Bo ja przeciez nie musze kupowac "calego aparatu" za 900 skr tylko zajac jakies dobre miejsce pod elegancka, dobra restauracja .............. i uruchomic nos!!!
PS. I teraz jak pomysle - ze wszystkie dobre restauracje wywieszaja na zewnatrz swoje menu z....cenami (ktore do tej pory czasami mnie odstraszaly) - to tylko chodzic i wybierac ... i czym drozsze - to chyba lepsze ( naturalne bardziej pachnace!!!)
To co zobaczylam w dzisiejszej gazecie w pewnym stopniu potwierdzilo moja terorie ...
Wspaniala mysl, ze mozna zyc powietrzem - a wlasciwie zapachami - np, kawy, czekolady!!!, pieczystego, smakowitych sosow............... i sama nie wiem czego.... uradowala mnie ogromniascie.
"Najadac sie do syta" rarytasami spozywajac tylko jedna, jedyna kalorie............ale za to bez jednej jedynej korony czy zlotowki czyli calkiem za darmo!!!
Bo ja przeciez nie musze kupowac "calego aparatu" za 900 skr tylko zajac jakies dobre miejsce pod elegancka, dobra restauracja .............. i uruchomic nos!!!
PS. I teraz jak pomysle - ze wszystkie dobre restauracje wywieszaja na zewnatrz swoje menu z....cenami (ktore do tej pory czasami mnie odstraszaly) - to tylko chodzic i wybierac ... i czym drozsze - to chyba lepsze ( naturalne bardziej pachnace!!!)
czwartek, 27 stycznia 2011
Pet shop...............owy dzien.....
..... bo jakze inaczej .... gdy spedza sie dzien z wnusietami.
Babcia musi nadazyc ze wszystkim, swiatem mody, swiatem zabawek, swiatem muzyki ..... oj juz sama nie wiem czego jeszcze.
Dla babci pet shop kojarzyl sie jeszcze niedawno jedynie z milymi boys´ami. I teraz na "stare lata" musi nauczyc sie odrozniac te wszystkie zwierzatka-dziwolagi.
Dobrze ze mam dobra nauczycielke, ktora wie o pet shop- ach chyba wszystko .....
Julia wybrala sie wraz z "dziadostwem" do centrum na zakupy. Obiecalismy Biance, ktora nie czula sie dzisiaj najlepiej i miala wraz z mama odwiedzic lekarza, ze kupimy dla niej maly prezent.
Zamowila sobie naturalnie pet shopy, bo ona ma ich ..........tylko kilka i chce "dogonic" starsza siostre .... (trzeba bedzie jej w tym pomoc!)
Julia szybko wybrala malutkie opakowanie dla siostrzyczki..................... i zaczela sie rozgladac za tymi, ktorych brakuje w jej wlasnej kolekcji.
Przywolana do porzadku "zgodzila sie" na wybor kolekcji skladajacej sie z 12 "sztraszydel" zastrzegajac szybko, ze ona bedzie mogla je "pozyczac" od kochanej siotrzyczki.
Sama miala wybrac tylko jedna sztuke!!!
Wyboru dokonala bardzo szybko.....................bo byl bardzo upragniony!!!
Pierwszy wlasny aparat fotograficzny ... w ukochanym kolorze .... i z napisem PET SHOP.......
... ale aparat .... to nie zabawka!!! - wiec ..... w koszyku zanalazla sie jeszcze .... przytulanka....
Zdjecie.......... i dwa nastepne ..... zrobila Julia, ale jeszcze aparatem babci - bo w jej wlasnym trzeba naladowac baterie.
A pozostale zakupy - te ktore byly celem dzisiejszej wyprawy.....
..... poczekaja do jutra!!!
Bo naturalnie trzeba bylo zjesc lunch ... i potem jeszcze pojsc na lody......
Babcia zdazyla jednak kupic swieze tulipany - we wlsciwej tonacji!!!...... ktore prezentuja sie dosc ladnie ......i "mowia" .... ze wiosna............. tuz, tuz.
Babcia musi nadazyc ze wszystkim, swiatem mody, swiatem zabawek, swiatem muzyki ..... oj juz sama nie wiem czego jeszcze.
Dla babci pet shop kojarzyl sie jeszcze niedawno jedynie z milymi boys´ami. I teraz na "stare lata" musi nauczyc sie odrozniac te wszystkie zwierzatka-dziwolagi.
Dobrze ze mam dobra nauczycielke, ktora wie o pet shop- ach chyba wszystko .....
Julia wybrala sie wraz z "dziadostwem" do centrum na zakupy. Obiecalismy Biance, ktora nie czula sie dzisiaj najlepiej i miala wraz z mama odwiedzic lekarza, ze kupimy dla niej maly prezent.
Zamowila sobie naturalnie pet shopy, bo ona ma ich ..........tylko kilka i chce "dogonic" starsza siostre .... (trzeba bedzie jej w tym pomoc!)
Julia szybko wybrala malutkie opakowanie dla siostrzyczki..................... i zaczela sie rozgladac za tymi, ktorych brakuje w jej wlasnej kolekcji.
Przywolana do porzadku "zgodzila sie" na wybor kolekcji skladajacej sie z 12 "sztraszydel" zastrzegajac szybko, ze ona bedzie mogla je "pozyczac" od kochanej siotrzyczki.
Sama miala wybrac tylko jedna sztuke!!!
Wyboru dokonala bardzo szybko.....................bo byl bardzo upragniony!!!
Pierwszy wlasny aparat fotograficzny ... w ukochanym kolorze .... i z napisem PET SHOP.......
... ale aparat .... to nie zabawka!!! - wiec ..... w koszyku zanalazla sie jeszcze .... przytulanka....
Zdjecie.......... i dwa nastepne ..... zrobila Julia, ale jeszcze aparatem babci - bo w jej wlasnym trzeba naladowac baterie.
A pozostale zakupy - te ktore byly celem dzisiejszej wyprawy.....
..... poczekaja do jutra!!!
Bo naturalnie trzeba bylo zjesc lunch ... i potem jeszcze pojsc na lody......
Babcia zdazyla jednak kupic swieze tulipany - we wlsciwej tonacji!!!...... ktore prezentuja sie dosc ladnie ......i "mowia" .... ze wiosna............. tuz, tuz.
wtorek, 25 stycznia 2011
Na specjalne zyczenie.......
..... powtorka z.............. paczkow.
Robie to z wielka radoscia!!!
- 1 kg maki pszennej
- 20 dag cukru ( 1 szklanka czyli 2,5 dl)
- 25 dag masla
- 7 jajek ( 4 cale i 3 zoltka) - 1,5 szklanki mleka
- 5 dag (1 paczka do slodkich ciast) drozdzy
- kieliszek spirytusu .... albo wodki
- wanilja lub inny zapach( tradycyjny olejek zapachowy)
- szczypta soli
- cukier puder do zrobienia lukru ( ja mieszam cukier ze swiezowycisnietym sokiem pomaranczowym) - olej i kokos do smazenia ( 2 l oleju do frytowania i 1,5 kg kokosu -3 paczki)
- czasami smaze na samym tluszczu kokosowym wtedy podwajam ilosc tluszczu.
Z tej porcji wychodzi 40 - 45 paczkow.
Z mleka, drozdzy i 1/3 maki zrobic rozczyn i pozostawic do wyrosniecia.
W miedzy czasie ubic jajka z cukrem i zapachem. Stopic maslo i przestudzic.
Gdy zaczyn podrosnie dodac wszystkie pozostale skladniki i bardzo dobrze wyrobic!!! (Najlepiej w robocie kuchennym) Ciasto musi byc elastyczne i odchodzic "od reki" to znaczy od scianek naczynia. Pozostawic do wyrosniecia okolo 30 - 40 min.
Po wyrosnieciu wylozyc na "stolnice" i z niewielka iloscia maki uformowac - wielka bule. Podzielic na dwie czesci.
Formowac paczki : sa trzy sposoby !!!
1. ten ja stosuje gdy nadziewam marmolada czy powidlami: rozwalkowac ciasto na placek o grubosci okolo 1,5 cm wykrawac szklanka (po musztardzie) krazki. Nalozyc marmolade( musi byc twarda) i zlepiac paczki. Ukladac zlepieniem w dol na opruszonej maka serwetce i zostawic aby troche podrosly.
2. Drugi sposob to : z ciasta formowac kulki (wielkosci jaja kurzego) i do ich srodka nakladac marmolade. Dobrze zlepic i ukladac tak jak w poprzednim sposobie.
3. - stosuje gdy robie paczki nadziewane smietana!!! - rozwalkowac ciasto na grubosc okolo 2 cm. Wykrawac szklanka krazki i ukladac je na deseczkach do wyrosniecia.
Smazenie paczkow: w dosc wysokim garnku( 5 l) zagrzac olej i dodac tluszcz kokosowy- 2 paczki aby sie rozpuscil. Trzecia paczke tluszczu dziele na 6 -8 czesci i dodaje porcjami w czasie dalszego smazenia - aby ochlodzic tluszcz gdy jest zbyt goracy.
Temperature tluszczu sprawdzam wrzucajac maly kawaleczek ciasta - gdy zaczyna sie smazyc odrazu i "zlocic"- rozpoczynam smazenie paczkow. Do garnka wkladam po 5 szt. i smaze pod przykryciem na zloty kolor, odwracam i smaze druga strone. Paczek jest gotowy gdy tluszcz wokol niego "nie bulgocze".
Wyjmowac i ukladac na polmiskach wylozonych papierem, aby obciekly.
Podkreslilam - zloty kolor - bo paczki po usmazeniu ciemnieja - gdy sie kurcza!!!
Paczki "smietankowe" gdy ostygna, za pomoca worka- szprycy z nakladka o dlugiej waskiej koncowce. napelniam bita smietana wymieszana z gestym budyniem smietankowym. Proporcja np: 1 dl budyniu + 2 dl ubitej na sztywno smietanki.
Uwaga - najlepszy jest budyn do gotowania, bo ten "na szybko" robi sie wodnisty!!!
Potem juz tylko lukrowanie ......i mozna udekorowac rozpuszczona czekolada. SMACZNEGO!
W tajemnicy wyznaje, ze smaze czesto paczki z podwojnej porcji i zamrazam bez nadzienia.
Gdy spodziewam sie gosci szybko rozmrazam, napelniam, lukruje i ..... zapraszam na "swiezo upieczone"
paczki.
..... POWODZENIA!!!
Robie to z wielka radoscia!!!
Skladniki :
- 1 kg maki pszennej
- 20 dag cukru ( 1 szklanka czyli 2,5 dl)
- 25 dag masla
- 7 jajek ( 4 cale i 3 zoltka) - 1,5 szklanki mleka
- 5 dag (1 paczka do slodkich ciast) drozdzy
- kieliszek spirytusu .... albo wodki
- wanilja lub inny zapach( tradycyjny olejek zapachowy)
- szczypta soli
- cukier puder do zrobienia lukru ( ja mieszam cukier ze swiezowycisnietym sokiem pomaranczowym) - olej i kokos do smazenia ( 2 l oleju do frytowania i 1,5 kg kokosu -3 paczki)
- czasami smaze na samym tluszczu kokosowym wtedy podwajam ilosc tluszczu.
Z tej porcji wychodzi 40 - 45 paczkow.
Z mleka, drozdzy i 1/3 maki zrobic rozczyn i pozostawic do wyrosniecia.
W miedzy czasie ubic jajka z cukrem i zapachem. Stopic maslo i przestudzic.
Gdy zaczyn podrosnie dodac wszystkie pozostale skladniki i bardzo dobrze wyrobic!!! (Najlepiej w robocie kuchennym) Ciasto musi byc elastyczne i odchodzic "od reki" to znaczy od scianek naczynia. Pozostawic do wyrosniecia okolo 30 - 40 min.
Po wyrosnieciu wylozyc na "stolnice" i z niewielka iloscia maki uformowac - wielka bule. Podzielic na dwie czesci.
Formowac paczki : sa trzy sposoby !!!
1. ten ja stosuje gdy nadziewam marmolada czy powidlami: rozwalkowac ciasto na placek o grubosci okolo 1,5 cm wykrawac szklanka (po musztardzie) krazki. Nalozyc marmolade( musi byc twarda) i zlepiac paczki. Ukladac zlepieniem w dol na opruszonej maka serwetce i zostawic aby troche podrosly.
2. Drugi sposob to : z ciasta formowac kulki (wielkosci jaja kurzego) i do ich srodka nakladac marmolade. Dobrze zlepic i ukladac tak jak w poprzednim sposobie.
3. - stosuje gdy robie paczki nadziewane smietana!!! - rozwalkowac ciasto na grubosc okolo 2 cm. Wykrawac szklanka krazki i ukladac je na deseczkach do wyrosniecia.
Smazenie paczkow: w dosc wysokim garnku( 5 l) zagrzac olej i dodac tluszcz kokosowy- 2 paczki aby sie rozpuscil. Trzecia paczke tluszczu dziele na 6 -8 czesci i dodaje porcjami w czasie dalszego smazenia - aby ochlodzic tluszcz gdy jest zbyt goracy.
Temperature tluszczu sprawdzam wrzucajac maly kawaleczek ciasta - gdy zaczyna sie smazyc odrazu i "zlocic"- rozpoczynam smazenie paczkow. Do garnka wkladam po 5 szt. i smaze pod przykryciem na zloty kolor, odwracam i smaze druga strone. Paczek jest gotowy gdy tluszcz wokol niego "nie bulgocze".
Wyjmowac i ukladac na polmiskach wylozonych papierem, aby obciekly.
Podkreslilam - zloty kolor - bo paczki po usmazeniu ciemnieja - gdy sie kurcza!!!
Paczki "smietankowe" gdy ostygna, za pomoca worka- szprycy z nakladka o dlugiej waskiej koncowce. napelniam bita smietana wymieszana z gestym budyniem smietankowym. Proporcja np: 1 dl budyniu + 2 dl ubitej na sztywno smietanki.
Uwaga - najlepszy jest budyn do gotowania, bo ten "na szybko" robi sie wodnisty!!!
Potem juz tylko lukrowanie ......i mozna udekorowac rozpuszczona czekolada. SMACZNEGO!
W tajemnicy wyznaje, ze smaze czesto paczki z podwojnej porcji i zamrazam bez nadzienia.
Gdy spodziewam sie gosci szybko rozmrazam, napelniam, lukruje i ..... zapraszam na "swiezo upieczone"
paczki.
..... POWODZENIA!!!
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Swiat wcale nie jest zly.....
.... swiat wcale nie jest mdly,
niech no tylko zakwitna jablonie.....
... a gdy zakwitna takie jak "wyzej" ............... to napewno bedzie raj!!!
Ale........
obawiam sie jednak, ze kampania wyborcza rozpocznie sie wtedy na dobre......... wiec moze jednak........ raju nie bedzie???
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















