Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalarna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 października 2015

Czy mozna nie kochac .....


jesieni???



Moja odpowiedz na to pytanie jest ..... stanowczo nie!!! .... szczegolnie po weekendowej malej wyprawie na lono natury











Wybralismy sie w okolice, ktore jeszcze nie tak dawno byly znane jako zaglebie gornicze.
Po czasach swietnosci zostaly tylko ..... zabytki i pomniki kultury ...







Najlepszy dowod, ze to juz jesien .... to wystawy sklepowe pokazujace nowosci typu "grubsze i ciezsze" .... ale i oglaszajace ogromniaste obnizki na takie oto pantofelki


gdyby nie fakt, ze to niedziela i sklep niestety zamkniety .... to napewno dokonalabym zakupu i choc na chwile poczulabym sie jak Mimmi .... ta od kaczora Donalda;-))

piątek, 1 maja 2015

To, ze ......


dziewczyny lubia braz ....

to stara prawda i to ze ja lubie .... braz, to tez prawda, bo juz nie jednokrotnie o tym pisalam i napewno jeszcze wiele razy to udowodnie;-))

Tym razem te piekne "brazowe budowle" uwiecznilam podczas "przejazdu" przez Malung.
Malutka miejscowosc, ktora szybko "przejezdza sie" w drodze ..... w gory.
Warto jednak zatrzymac sie choc na chwile, pooddychac "duchem czasu" i popodziwiac te piekne "starocie" ....












poniedziałek, 3 listopada 2014

Ja chce tak jak Sofia Karlsson - czyli .......


zobaczyc  ...... Dalarna från ovan  (Dalarne z gory)



i moze mi sie uda ..... jesli "wdrapie sie" na jakas gore;-))

Z drugiej strony Dalarna jest piekna ..... widziana "z dolu" tez!!!
a piosneka w wykonaniu Sofii .... przepiekna i wpadla mi w ucho, gdy tylko uslyszalam ja po raz pierwszy (w Borgvik w sierpniu.)

Wiec ..... komu w D, temu C;-))

niedziela, 15 kwietnia 2012

Juz w domu.......


.... i tak jak to jeden z moich czytelnikow napisal w komentarzu pod poprzednim postem ..... w moim  raju nr 2, czyli Värmlandii.

Pozdroz do domu byla szczesliwa, choc bardzo dluuuuuuuuga (14 godzin)  i "troche ciasna".
Pomiescilismy sie w samochodzie: ja, slubny, wnusieta i ich mama oraz pies!
Dobrze, ze wszystkie bagaze jechaly na przyczepie, bo inaczej chyba ktos musialby "jechac na dachu".
Pierworodny zostal w moim .... i cos mi sie wydaje, ze po tym pobycie "jego wlasnym raju"..... jeszcze dwa dni, by w poniedzialek wyruszyc w tygodniowa sluzbowa podroz po Norrlandii.
Wykorzystuje te dwa dodatkowe dni na "wspolzycie" z reniferami i nowymi kuplami Samami. Szczesciarz!!!

Po drodze ogladalismy: lisy, zurawie, labedzie. Udalo sie nawet zobaczyc tokujacego gluszca, z rozwinietym jak wachlarz pieknym ogonem. Nie udalo sie niestety cyknac zdjec ..... ktos jechal odrobinke za szybko!!!

Cyknelam jedynie kilka zdjec zachodzacemu sloncu nad Orsa.....



oraz pieknej o zmorku miejscowosci o nazwie Mora








Wnusiunia Julia rezolutnie stwierdzila, ze skoro zaledwie kilka kilometrow dzieli obie te miejscowosci....
to nalezy je polaczyc w jedna i nazwac ............. Morsa!!!
Calkiem dobry sposob na oszczednosci ..... tylko co na to mieszkancy obu miejscowosci .... moze nalezy przeprowadzic referendum w tej sprawie?????

poniedziałek, 27 lutego 2012

Mora.........


..... byla celem naszej weekendowej wyprawy.


Mora to centralne miasto sasiedniego Landu czyli Dalarna.
Lezy na trasie naszych przejazdow do mojego raju i w zwiazku z tym mijamy ja kilka razy w roku.
No wlasnie mijamy, bo zawsze nam spieszno!!!
Zatrzymujemy sie tylko na kawe i siusianie..... i zaraz szybko w dalsza droge.
Niepocieszona obiecywalam sobie za kazdym wyjazdem, ze tym razem!!! zatrzymamy sie na dluzej aby odwiedzic najwiekszy rarytas turystyczny tej miejscowosci znane na calym swiecie - Muzeum Zorna.




Mijaly lata, a ja do muzeum nie dotarlam, choc bylam doslownie kilka metrow od zamknietgo wejscia.... bo albo za wczesnie, albo za pozno.
Postanowilam solennie, ze zaplanuje specjalny w tym celu wyjazd, bo w koncu to tylko okolo 200 km.
Wlasnie miniony weekand pasowal najlepiej. Trzy dni wolnego i zapowiadajaca sie piekna pogoda wrozyly  wysmienity wypoczynek.
Zapomnialam jednak zupelnie, ze w tym czasie rozpoczyna sie nastepna wielka atrakcja turystyczna tego regionu - Bieg Wazow i zwiazane z tym ograniczone mozliwosci komunikacyjno-dojazdowe i parkingowe. Ale, ze ja dusza uparta nie uchylilam sie ani na chwile przed tymi trudnosciami .... i dobrze, bo dojechalismy bez wiekszych problemow i...... o dziwo! znalezlismy parking w bardzo bliskiej odleglosci.
O Biegu Wazow pisalam juz kilka razy, wiec prosze bardzo "szperajcie" w moim blogu jesli macie na to ochote.
Pokibicowalismy chwilke narciarzom-entuzjastom, ktorzy podazali w kierunku mety po przebiegnietych 30 km - w inauguracyjnym biegu krotkim....


 i podazylismy do Muzeum........


i tu kolejna niespodzianka!!! Goscinna wystawa .... i to kto? ..... Peter Dahl!!!
Tak to jest jak sie jest ... w czepku urodzonym.


Jakie szczescie, ze w zwiazku z Biegiem Wazow godziny otwarcia muzeum zostaly przedluzone.
Moglismy wiec spokojnie wedrowac po salach wystawowych i podziwiac na zmiane obrazy A.Zorna i
P. Dahla


Wystawa P.Dahla w przewazajacej czesci poswiecona jest ilustracji dziela Szedzkiego Skalda Narodowego  - C.M. Bellmana  - "Fredmans Epistalar"  .....i jest lekka, barwna, bulreskowa.
Napewno warta obejrzenia, ale trzeba sie spieszyc bo w Mora bedzie tylko do 11 marca br.

Zwiedzanie wystaw zajelo wiecej czasu niz myslam......... i musielismy zrezygnowac z obejrzenia domu A Zorna i znajdujacych sie w nim eksponatow. Wiec znow bede miala okazje do............planowania nastepnego wyjazdu.
Spieszno nam bylo do mojej blogowej kumpelki, ktora wraz z mezem czekala na nas z obiadem.
I nie tylko!!! .......... spedzilismy razem z nimi pozostala czesc weekendu na cudownych rozmowach, spacerach na swiezym powietrzu, ogladaniu ciekawych miejsc i podziwianiu krajobrazow......




Czuje sie teraz wypoczeta, swiezutka, wiosenna jak ............. truskaweczki, ktore palaszowalismy ze smakiem.....


niedziela, 5 września 2010

Wyprawa na...... niedzwiedzie!!!

Weekend  cudowny i to nie tylko ze wzgledu na sloneczna, piekna pogode. Wreszcie udalo sie  nam zrealizowac obietnice dana jeszcze wiosna - i wyruszylismy, z nasza starsza wnusia do sasiedniego landu - Dalarna.
Celem wyprawy pierwotnie bylo odwiedzenie parku niedzwiedzi w Orsa. Ale jak to w zyciu .... ciagle cos sie dzieje i cele sie zmieniaja. Dolozylismy  wiec jescze jeden cel - odwiedziny mojej blogowej kumpelki, z ktora od lata mamy kontakt osobisty i niesamowicie serdeczny.
W parku spedzilismy sobotnie przedpoludnie - duzo emocji i wysilku fizycznego!!! Park polozony jest na zboczu wielkiej gory!!! Wiec wspinajac sie pod gore, aby odwiedzic wszystkie dzikie zwierzeta musielismy uzyc prawie cala sile jaka mielismy ....a jeszcze na dodatek musielismy nadazyc .... za nasza wnusia, ktora na swoich mlodych nozkach poprostu biegla po gorze.
Polacie, po ktorych poruszaja sie zwierzeta sa niesamowicie wielkie.......... i przez caly czas mialam odczucie, ze to my poruszamy sie w zamknietych korytarzach - a zwierzeta sa na wolnosci!!!
Julia najbadziej zachwycala sie niedzwiedzami.... a szczegolnie tymi polarnymi ( ktore wedlug wielu mieszkancow Europy srodkowej i poludniowej - chodza po naszych skandynawskich ulicach)


Spedzila rowniez wiele czasu w czesci urzadzonej specjalnie dla dzieciakow.... gdzie mozna bylo z bliska ogladac "dzikie zwierzaki"


Po malym odpoczynku i posilku w kafejce wyruszylismy do naszych  nowych znajomych. Droga prowadzila przez niesamowita scenerie - zabudowania, obejscia - jak ze skansenu!!! Jest to jednak "bardzo zyjaca" czesc naszego kraju.


.... w miejscowym "nostalgicznym sklepie" - jak na Rok Chopinowski przystalo - mile akcenty
Kliknij na zdjecie!

U  celu podrozy ...... czekal na nas zastwiony stol, domek goscinny i przesympatyczni gospodarze. A na Julie jej ulubione towarzystwo - czyli zwierzyna tym razem - domowa


Spedzilismy razem kilkanascie cudownych  godzin - za co serdecznie dziekujemy.
Tack Solveig och Roland!!!