..... potrzeba bardzo wiele, szczegolnie w czasach gdy za kazdym otwarciem gazety widzimy wiadomosci o masakrach, zabojstwach, pozarach, nieszczesciach, tragediach.................
ale moze ta cudowna historyjka .....
chociaz troszeczke poprawi nastroj!!!
Podczas ostatnich powodzi spowodowanych ulewnymi deszczami w Australii setki tysiecy ludzi zostalo pozbawionych przyslowiowego "dachu na glowa".
Katastrofa nie oszczedzila naturalnie biednych zwierzatek.
130 nowonarodzonych nietoperzy zostalo "wyplukanych" z ich gniazda i "na fali" przeniesionych w miejsce, gdzie praktycznie nie mialy najmniejszych szans na przezycie.
Na szczescie znalazly w Gold Coast na wybrzezu Oceanu Spokojnego - co prawda daleko "od domu" - fantastyczna klinike dla nietoperzy. Personal oddzialu intensywnej terapii zajal sie noworodkami w nalezyty sposob....
w programie maja rowniez "zajecia rehabilitacyjne" czyli wieszane sa na stojakach do suszenia prania - w celu "przybrania odpowiedziej pozycji nietoperza".
Podobno rozwijaja sie bardzo dobrze i za kilka tygodni opuszcza klinike.
Prawda ze sa slodkie?
Zdjecia pozyczone z Aftonbladet
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulewy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulewy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 stycznia 2011
środa, 28 lipca 2010
Tylko 5 minutek......
Co znaczy 5 minut w porownaniu z wiecznoscia???
Zdarza sie jednak w naszym codziennym zyciu - te jedyne 5 minutek - ciagnie za soba cala mase skutkow....czasami pozytywnych - tak jak to mialo miejsce dzisiaj raniusienko. Zdazylismy tylko zacumowac lodke po wyprawie po sieci...........
gdy nagle niebo otworzylo "swoje wrota" - i woda zaczela lac sie przyslowiowymi strumieniami!!!
Usieszylam sie niesamowicie ......... ze poranna kapiel moglam wziazc na golasa pod cieplym prysznicem, a nie pod tym "niebianskim" odziana w ubrania przeciwdeszczowe , a nie .........przeciwulewowe.
I to po "obrobieniu" dzisiejszego polowu, ktory mimo, ze nie nalezal do zbyt udanych ..... nasyci jednak wyglodniale brzuchy.
Wczorajsze 5 minutek - mialo troszke inne i niezbyt pozadane skutki. Wyjechalismy tylko na ... chwilke !!! - aby wyrzucic smieci. Wracajac - w odleglosci kilkuset metrow od chalupy zobaczylismy wielki blysk.... potem drugi ....i rozlegl sie potworny huk. Wystraszeni spojrzelismy na siebie z pytaniem w oczach ..... co to .... burza???
Ja - sama jak burza - wpadlam do domu i rzucialam sie w strone .......... komputera. Oj zyje .... i nawet "dycha" bez problemow.
Wygladalo na to, ze tylko wysiadla jedna faza lub jakis bezpiecznik.
Wieczorkiem gdy chcielismy sie troche "doinformowac" - co dzieje sie w wielkim swiecie - okazalo sie piorun strzelil w skrzyneczke umozliwiajaca odbior cyfrowki , a nie w szczypiorek, ktory stal zaledwie kilkadziesiat centymetrow od skrzyneczki.
Ale jak sie ma pecha ..................to sie go ma.
Wyprawa ponad 100 km do Arvidsjaure - aby nabyc uszkodzone rzeczy - z polowicznym rezultatem. Skrzyneczke zakupili - ale ..........niestety nie bylo wzmacniacza antenowego - bo ten tez dostal "kopniaka" od niespodziewanej burzy.
Na szczescie mamy przyjaciela ... i jak zwykle jak trwoga - to do Boga......ktory zna sie na tych elektronicznych ustrojstwach i obiecal zakupic potrzebne rzeczy i przyslac ...... na odludzie.
Przez kilka dni bedziemy zyc jak ludzie pierwotni - bo bez telewizora!!!
Dzisiejszy wieczor spedzilismy na jeziorze - ogladajac "przyrodniczy film" - o cudownym zachodzie slonca....
Zdarza sie jednak w naszym codziennym zyciu - te jedyne 5 minutek - ciagnie za soba cala mase skutkow....czasami pozytywnych - tak jak to mialo miejsce dzisiaj raniusienko. Zdazylismy tylko zacumowac lodke po wyprawie po sieci...........
gdy nagle niebo otworzylo "swoje wrota" - i woda zaczela lac sie przyslowiowymi strumieniami!!!
Usieszylam sie niesamowicie ......... ze poranna kapiel moglam wziazc na golasa pod cieplym prysznicem, a nie pod tym "niebianskim" odziana w ubrania przeciwdeszczowe , a nie .........przeciwulewowe.
I to po "obrobieniu" dzisiejszego polowu, ktory mimo, ze nie nalezal do zbyt udanych ..... nasyci jednak wyglodniale brzuchy.
Wczorajsze 5 minutek - mialo troszke inne i niezbyt pozadane skutki. Wyjechalismy tylko na ... chwilke !!! - aby wyrzucic smieci. Wracajac - w odleglosci kilkuset metrow od chalupy zobaczylismy wielki blysk.... potem drugi ....i rozlegl sie potworny huk. Wystraszeni spojrzelismy na siebie z pytaniem w oczach ..... co to .... burza???
Ja - sama jak burza - wpadlam do domu i rzucialam sie w strone .......... komputera. Oj zyje .... i nawet "dycha" bez problemow.
Wygladalo na to, ze tylko wysiadla jedna faza lub jakis bezpiecznik.
Wieczorkiem gdy chcielismy sie troche "doinformowac" - co dzieje sie w wielkim swiecie - okazalo sie piorun strzelil w skrzyneczke umozliwiajaca odbior cyfrowki , a nie w szczypiorek, ktory stal zaledwie kilkadziesiat centymetrow od skrzyneczki.
Ale jak sie ma pecha ..................to sie go ma.
Wyprawa ponad 100 km do Arvidsjaure - aby nabyc uszkodzone rzeczy - z polowicznym rezultatem. Skrzyneczke zakupili - ale ..........niestety nie bylo wzmacniacza antenowego - bo ten tez dostal "kopniaka" od niespodziewanej burzy.
Na szczescie mamy przyjaciela ... i jak zwykle jak trwoga - to do Boga......ktory zna sie na tych elektronicznych ustrojstwach i obiecal zakupic potrzebne rzeczy i przyslac ...... na odludzie.
Przez kilka dni bedziemy zyc jak ludzie pierwotni - bo bez telewizora!!!
Dzisiejszy wieczor spedzilismy na jeziorze - ogladajac "przyrodniczy film" - o cudownym zachodzie slonca....
wtorek, 18 maja 2010
Popelnilam bluznierstwo......
.... ale calkiem niezamierzone.
Narzekalam na deszcz, ktory u nas popadal troszeczke w czasie ostatniego weekendu. Zreszta bardzo potrzebny deszcz!!! Ludzki egoizm jak zwykle wzial gore i "zazdrosc"- ze moi "wspolmieszkancy " w Lapponii wylegiwali sie na sloneczku .........ze zupelnie nie pomyslalam o moich rodakach na poludniu - szczegolnie na poludniu Polski. Wspolczuje Wam ogromnie i przynajmniej myslami jestem z Wami.
Zastanawiam sie tylko, dlaczego ten wielki niz, ktory tak bardzo Wam dokucza zostal nazwany imieniem Jolanta - imieniem ktore nosi tak wiele sympatycznych czytelnieczek mojego bloga?
Dobrze ze szwedzi, jako bardzo demokratyczny narod - przerwali tradycje nadawania kobiecych imion wszystkim kataklizmom i wichurom- i obecnie trzymaja sie "zasady przeplatanki " - jedno damskie - jedno meskie!!!
Mam nadzieje, ze te wszystkie anomalie -(moze spowodowane pylem wulkanicznym???) wkrotce ustana i wszystko wroci do "normalnosci". Bo zaczynam sie obawiac, ze to sloneczko i ciepelko w Lapponii bedzie mialo wkrotce takie same skutki jak ulewy na poludniu Polski.
Ciesze sie ze znajduje sie teraz "w zlotym srodku" - pieknie , cieplo (normalne na ta pore roku) i zielono!!! Weekendowy deszczyk wywolal eksplozje lisci i co najcenniejsze dla nas alergikow - zmyl troche z "powierzchni ziemi" zlowrogie nam pylki.
Dal rowniez okazje do przebywania z tymi najbardziej kochanymi :
Narzekalam na deszcz, ktory u nas popadal troszeczke w czasie ostatniego weekendu. Zreszta bardzo potrzebny deszcz!!! Ludzki egoizm jak zwykle wzial gore i "zazdrosc"- ze moi "wspolmieszkancy " w Lapponii wylegiwali sie na sloneczku .........ze zupelnie nie pomyslalam o moich rodakach na poludniu - szczegolnie na poludniu Polski. Wspolczuje Wam ogromnie i przynajmniej myslami jestem z Wami.
Zastanawiam sie tylko, dlaczego ten wielki niz, ktory tak bardzo Wam dokucza zostal nazwany imieniem Jolanta - imieniem ktore nosi tak wiele sympatycznych czytelnieczek mojego bloga?
Dobrze ze szwedzi, jako bardzo demokratyczny narod - przerwali tradycje nadawania kobiecych imion wszystkim kataklizmom i wichurom- i obecnie trzymaja sie "zasady przeplatanki " - jedno damskie - jedno meskie!!!
Mam nadzieje, ze te wszystkie anomalie -(moze spowodowane pylem wulkanicznym???) wkrotce ustana i wszystko wroci do "normalnosci". Bo zaczynam sie obawiac, ze to sloneczko i ciepelko w Lapponii bedzie mialo wkrotce takie same skutki jak ulewy na poludniu Polski.
Ciesze sie ze znajduje sie teraz "w zlotym srodku" - pieknie , cieplo (normalne na ta pore roku) i zielono!!! Weekendowy deszczyk wywolal eksplozje lisci i co najcenniejsze dla nas alergikow - zmyl troche z "powierzchni ziemi" zlowrogie nam pylki.
Dal rowniez okazje do przebywania z tymi najbardziej kochanymi :
Subskrybuj:
Posty (Atom)







