Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 kwietnia 2010

Wielka Sobota.....

Wielka Sobota ...... napewno wielka radosc dla dzieci!!! To wlasnie dzisiaj sa najwieksze atrakcje "komercyjnej Wielkanocy". Dzisiaj wlasnie przychodzi Wielkanocny Zajaczek i przynosi jajko!!!
Jest to chyba jedyny dzien w roku kiedy zajace a nie kury - "znosza jajka" - i na dodatek bardzo duze!!!- musza bowiem pomiescic cala mase slodkosci i naturalnie zabawke - bo na ta wlasnie czekaja te najmlodsze dzieciaki.
Od samego przyjazdu zauwazylismy "zwiekszona aktywnosc" wsrod mieszkajacych w naszym lesie zajecy - ich slady widoczne byly na nienaruszonym przez czlowieka sniegu.



Julia odrazu wykalkulowala, ze jesli sa zajace i ona "dokarmi" je marchewka - napewno bedzie dobre jajko......dla niej  i dla jej mlodszej siostry Bianci.

..... i chyba sie nie pomylila ...... bo w norce, gdzie wczoraj wieczorem zostawila marchewke.... takie oto "widoki" ukazaly sie jej oczom dzisiejszego ranka .......




Kiedy juz naciesza sie "zawartoscia jajek" - czeka nastepna atrakcja : "wedrowki czarownic".
Dzieciaki przebrane za wiedzmy - w drodze na Lysa Gore- odwiedzaja sasiadow i wreczaja wlasnorecznie namalowane zyczenia Wielkanocne i w zamian - "zbieraja" slodycze. Na szczescie nie mamy tutaj zbyt wielu sasiadow - wiec nie bedzie problemow ........ z zebami!!! W domu - w tym dniu przy dobrych okolicznosciach mozna zebrac kilka kilogramow cukierkow!!!

sobota, 12 grudnia 2009

Jajo czy kura ... kto madrzejszy - czyli walka i prawa pokolen

Na ten temat napisano na przestrzeni wiekow napewno miljardy slow, setki tysiecy ksiazek i poradnikow ....... a jednak - temat ciagle palacy!!!
Przewija sie w blogach, gazetach i czasopismach, slychac go w przypadkowo posluchanych rozmowach jak i w szczerych zwierzeniach znajomych i przyjaciol.
Naturalnie jest to bardzo skomplikowane zagadnienie i nie mam najmniejszych ambicji aby znalezc zlote sposoby i rozwiazania, czy tez udzielac "dobrych rad".
Nie mniej jednak, tak dla zaspokojenia wlasnych odczuc postaram sie to wszystko troche usystematyzowac.
W czym lezy istota problemu ??? - tego wielopokoleniowego : dzieci - rodzice -dziadkowie
- jako dzieci......- nawet te najmlodsze - nie bardzo chcemy sie podporzadkowac "dobrym radom" i granicom stawianym przez rodzicow. Musimy wszystkiego doswiadczyc sami, dotkanc, polizac, posmakowac - bo jakze inaczej poznac ten prawdziwy smak? Jak poczuc - gdzie lezy wlasnie ta dokladna granica? Jak przekonac sie , ze kolo rzeczywiscie jest okragle?
Prowokujemy, sprzaciwiamy sie.... ba - nawet ......... walczymy o nasze racje.
A kiedy juz wypelnimy ten "osobisty biologiczny komputer" naszymi osobistymi doswiadczeniami - wydaje sie nam, ze........... jestesmy madrzejsi od naszych rodzicow.
Przybiera to czasami zabawne formy - tak jak w jednej znajomej nam rodzinie, gdzie ojciec, zmeczony traktowaniem przez swoja jedyna i ukochana corke, zadeklarowal ze ...........caly dobytek zycia sprzedaje i pieniadze przeznacza na badania genetyczne calej rodzinki i ewentualne odszukanie biologicznych rodzicow ich dziecka. Uwaza, ze musialo dojsc do zamiany dziecka w klinice polozniczej, bo przeciez ........ dwoch kompletnych idiotow nie moglo splodzic ... tak madrego dziecka.

Moze drastyczne ..... ale czy nie prawdziwe ?????
Ciag dalszy nastapi...................