Slubny staje na wysokosci zadania i wszelkimi silami stara sie zapokoic moje pragnienia.
Tak bylo podczas podrozy do domu.
Wiedzial, ze czulam sie odrobinke zawiedzona i "niedosycowana", wiec ....
obiecal, ze postara sie zrobic wszystko, co w jego mocy, aby poprawic mi nastroj.
I slowa dotrzymal!!!
Zatrzymywal sie co kilka kilometrow, a ja po kazdym postoju czulam euforie.
Wieczorem padlam jak "kawka", z blogim uczuciem zmeczenia.
Slubny z przymruzeniem oka powiedzial ....
mam nadzieje, ze wystaczy ci tego szczescia na przynajmniej rok!!!
Oszalales, wykrzyknelam .... rok???
O nie moj drogi!!! .... ta podroz musimy powtorzyc ..... i to juz w sierpniu.
A do sierpnia ..... bede zyla wspomnieniami i widokami uwiecznionymi na fotkach .....















