...... kiedy wydobywaja sie ust 2,5 latka!!!
W sobotnie popoludnie odwiedzil nas nasz syn ze swoimi pociechami - naszymi ukochanymi wnusietami.
Kazdy, kto mial do czynienia z 2 "aniolkami w wieku przedszkolnym" wie, ze dostarczaja one niesamowicie duzo uciechy, ale pochlaniaja bardzo duzo energii.
Po 2 godzinnej intensywnej zabawie dziadek stwierdzil, ze w telewizji rozpoczyna sie bardzo dobry program przyrodniczo-naukowy, o dzikich zakatkach Rosji, ktory musi obowiazkowo obejrzec. Udal sie wiec do "swojego krolestwa", wlaczyl telewizor i przyjal pozycje lezaca na swoim "legowisku". Julia (5,5 latka) milosniczka zwierzat i przyrody szybko podazyla za dziadkiem i ulozyla sie u jego boku.
Ja probowalam zajac Biance(2,5) malowaniem......................i nagle w domu zapanowala cisza, ale tylko 5 minut.
Mlodsza siostra musi zawsze robic to samo... co robi jej starsza siostra.
Na nic nie zdaly sie tlumaczenia, ze jest drugi telewizor w innym pokoju i mozemy razem ogladnac bajke.
To samo co duza siostra - padla odpowiedz.
Ulozylismy sie we 4 na "legowisku" przed telewizorem.... Bianca zajela dosc niefortunne miejsce miedzy "baba i dziadem", co utrudnialo jej widok.
Moscila sie, krecila, podskakiwala calym cialem i nagle .......... buuuuuumm, uderzyla glowa o porecz "legowiska".
I wtedy z jej usteczek padly te piekne slowa......
fy faaaaaaaannnn!!!
(Fy fan to najgorsze szwedzkie przeklenstwo , ale o tym za chwile )
Trudno mi bylo opanowac smiech. Dziadek natomiast zapatrzony w telewizor i na dodatek "pol gluchy" nawet nie zwrocil uwagi na te piekne slowa. Zareagowal natomiast na moj smiech i zaczal sie dopytywac o co chodzi. W pokoju pojawil sie rowniez tatus pociech, ktory siedzac przed komputerem w innym pokoju uslyszal wypowiedz swojego "malenstwa".
Staralam sie uzywajac kryptycznych slow jak np."podwojne F" wyjasnic dziadkowi co takiego powiedziala Bianeczka. Dziadek niestety "nie zakumal"...... i wtedy nasza kochana wnusia, z czarujacym blyskiem w oczach poinformowala dziadka ...... ja powiedzialam fy faaaaaaaaann!
A teraz troszke o szwedzkich przeklenstwach : fy fan (o lucuferze!) - to szwedzkie najgorsze przeklenstwo.
Szwedzkie przeklenstwa, w przeciwienstwie do naszych rodzimych polskich maja geneze - religijna.
Maja odniesienie do: piekla, szatana, diabla, lucyfera itd. - co zreszta jest calkiem zrozumiale biorac pod uwage lutheranskie zasady.
Nasze polskie, a wlasciwie slowianskie oraz amerykanskie zwiazane sa natomiast z "matka natura", organami i sposobami potrzebnymi do powstania nowego zycia.
To moze tez w pewnym sensie tlumaczy, dlaczego polacy dla ktorych "diabel wcale nie taki straszny" tak frekwentnie uzywaja szwedzkich przeklenstw.
Te nasze rodzime, ktorych (nawet jako dzieci) uzywalismy i uzywamy - dla szwedow wcale nie sa przeklenstwami. Sa wulgaryzmami, wyzwiskami i obelgami albo poprostu dopuszczalnymi nazwami pewnych organow lub czynnosci.
Staram sie zawsze tlumaczyc: ze znac slowa to nie wszystko ..... trzeba jeszcze miec kompetencje kulturowe, aby wiedziec jak i kiedy je zastosowac,
ale teraz zastanawiam sie, kiedy i gdzie ta nasza mala Bianusia zdobyla znajomosc tych slow i kompetencje kulturowe???